Małżeństwa w Szanghaju

W anglojęzycznym Shanghai Daily, natrafiłem na artykuł traktujący o małżeństwach w Szanghaju. Można się tam wiele dowiedzieć, o tym jak w liczbach, wygląda sprawa małżeństw w Szanghaju. Statystycznie panie, decydują się na formalny związek, mając nieco ponad dwadzieścia siedem lat, a panowie prawie na granicy lat trzydziestu. Czytając artykuł, zastanawiałem się czy to wiek liczony w sposób zachodni, czy też w sposób chiński, który z naszego punktu widzenia dodaje jeden rok, ale mniejsza o to.

Nie będę też, zanudzał czytelnika, statystykami rocznymi rozwodów, ponieważ ogólnie, te dane nie mówią wiele, może poza faktem, że liczba rozwodów urosła w porównaniu do roku poprzedniego. Takie dane jednak wymagałyby dogłębniejszej analizy. Ciekawa jest informacja o tym, z kim Szanghajczycy się wiązali. W blisko dwóch trzecich, są to małżeństwa lokalne, gdzie Szanghajczyk wiąże się z Szanghajką i tutaj trudno się dziwić. Ciekawsze jest jednak to, co kryje się w pozostałej liczbie (ponad jedna trzecia) małżeństw w roku ubiegłym. Jak można się domyślić niewiele małżeństw zawartych było z obcokrajowcami, ale wśród małżeństw zawartych z osobami spoza Szanghaju, rysuje się bardzo wyraźna tendencja.

Dla jasności, artykuł traktuje tutaj o liczbie małżeństw zawieranych między osobami z szanghajskim prawem pobytu 戶口 ( hukou ), a osobami spoza Szanghaju. Gwoli ścisłości można powiedzieć, że w 2011 była to liczba ponad pięćdziesiąt dwa tysiące osób. W tej liczbie, małżeństw miejscowych z zamiejscowymi, aż siedemdziesiąt trzy procent to byli panowie Szanghajczycy, a zaledwie dwadzieścia siedem procent, to panie Szanghajki.

I to już przekłada się bezpośrednio na obserwacje własne, te które na statystykę przełożyć ciężko, gdyż grupa badawcza (znajomi Chińczycy) jest bardzo mała. Otóż Szanghajki faktycznie, w zauważalnej większości, są zdecydowane na wybór lokalnego kandydata na męża. Artykuł nie traktuje co prawda o tym, dlaczego tak się dzieje, podejmę się więc próby, odgadnięcia powodów tego zjawiska.

Szanghajczycy uchodzą w Chinach za bardzo spolegliwych wobec kobiet. W żartach mówi się, że do obowiązków Szanghajczyka należy zarabianie pieniędzy, sprzątanie mieszkania, gotowanie i wydawanie pieniędzy na szanghajską żonę, a do obowiązków Szanghajki należy dbanie o ładny wygląd. Coś w tych stereotypach jest. Gdy na ulicach widziałem, kolejne różowe, super drogie samochody, ktoś zasugerował, że to nie jest samochód kobiety, prowadzony przez mężczyznę, ale samochód tegoż mężczyzny, którego kobieta zażyczyła sobie by swój samochód przemalował na różowo.

Bardziej przyziemnym i bardziej potwierdzalnym powodem, dla których Szanghajki walczą o względy, lokalnych kandydatów na męża, to sprawa wspomnianego hukou. Osoby posiadające to prawo, najzwyczajniej są od jakiegoś czasu, wciągnięte w system ubezpieczeń, przywileje w służbie zdrowotnej, bezpłatną naukę dla dzieci i różne inne socjalne perypetie, które jakoś tam procentują, z czasem. Tak więc, im dłużej taka osoba prawo takie posiada, teoretyczne korzyści podobno są większe. Ludzie mieszkający w Szanghaju, bez hukou, mówiąc w uproszczeniu, za wszystko muszą płacić sami i nawet uzyskanie, tego prawa po zawarciu małżeństwa, nie jest tak korzystne. Czyli decyzje o wyborze lokalnego kandydata, to tradycyjne stawianie na bezpieczeństwo. Jeśli dołożyć do tego fakt, że dla Szanghajek, ważne jest też wykształcenie, kandydata na męża, to bardzo łatwo sobie zdać sprawę, jak trudno znaleźć tego jedynego, gdy tak stawia się sprawę. Dodatkowo dochodzą sprawy, kulturowe, językowe (dialekt szanghajski) i lokalne układy (relacje 关系 guanxi), które trudno bezpośrednio przeliczyć, na pieniądze, ale w praktyce mogą oznaczać, dużo większe możliwości.

Pozostając przy materialnych kwestiach, panowie decydują się na, związek z paniami spoza Szanghaju, także ze względu na fakt, iż ciągle, w ogólnym chińskim rozumieniu, to mężczyzna utrzymuje rodzinę (tak więc poza wypłatą, to także, guanxi które posiada mężczyzna są najistotniejsze. Kandydatka więc niekoniecznie, musi posiadać pracę w Szanghaju. Jeśli Szanghajczyk posiada wykształcenie, to wręcz prawdopodobne jest, że będzie szukał kandydatki z niższym niż on wykształceniem, aby przyszła żona, nie zawstydzała go wyższym statutem, czy wiedzą. To również przekłada się na kłopoty ze znalezieniem kandydata, dla tych z wykształconych szanghajskich pań, które same zgodziłyby się zrezygnować z wymagania podobnego wykształcenia od swojego przyszłego męża. Aby dodać jeszcze nieco dziegciu, warto nadmienić, że i o szanghajskich paniach, krążą stereotypy. Po pierwsze, że wcale nie są specjalnie urodziwe (np. w Chinach mówi się, że najpiękniejsze są Syczuanki – jest jednak kilka takich miejsc, które roszczą sobie prawa do tego tytułu, nikt jednak w tej kwestii nie wspomina o wysokim miejscu Szanghajek). Po drugie, kłótliwe i lubiące postawić na swoim. Po trzecie potrafią wydawać pieniądze i mężczyzna, który się zdecyduje na związek z Szanghajką, musi przygotować się bardziej niż poważnie, od strony finansowej.

Pozwolę sobie dodać obserwację o dialekcie szanghajskim, który właściwie chyba wypadałoby nazwać językiem szanghajskim, z racji na istotne różnice od obowiązującego mandaryńskiego. To dialekt dosyć ostry w brzmieniu, dużo zdań, które wnioskując po treści, wydawałyby się, nie powinno być zabarwionymi emocjonalnie, a już na pewno, nie powinny być zabarwione negatywnie, agresywnie, brzmią ciągle jak atak. Znam ten dialekt słabo, poza podstawami, ułatwiającymi komunikację z Szanghajczykami, słabo mówiącymi po mandaryńsku. Jednakże nawet te kilka zwrotów, wydawałoby się grzecznościowych, brzmi dosyć ostro. Kuriozalnie, rozmowa o pogodzie, czy zapytanie o zdrowie, dla niewprawnego oka, mogłaby brzmieć jak kłótnia lub jej początek. Właśnie – kłótnie, te już prawdziwe, to temat na osobny wpis, ale Szanghajczycy – już obu płci, potrafią się kłócić na ulicy, wydawałoby się, godzinami. Mój wykładowca, który pochodził z Pekinu, powiedział, że tego nie może zrozumieć, na północy, jeśli jest kłótnia, to trwa moment, a potem resztę wyjaśnia się, rękoczynami. Przecież to strata czasu, z której często nic nie wynika! – mówił, Chińczyk z Pekinu. Tak więc Szanghajkom niełatwo, znaleźć kandydatów. Przy całym tym ambarasie, warto zwrócić uwagę, że w Chinach rodzi się dużo więcej chłopców, niż dziewczynek (efekt polityki jednego dziecka), tak więc szanse pań z Szanghaju, od tej strony, ulegają nieco poprawie.

Na koniec jeszcze uwaga, że ilość małżeństw jest bardzo duża i wykazuje tendencję wzrostową, która będzie się utrzymywać, gdyż w odpowiednim do małżeństwa wieku, jest teraz pokolenie wyżu demograficznego z lat osiemdziesiątych.

Share on Facebook

Zostaw komentarz