Mikro-czynniki chińskiego sukcesu: patriotyzm

Żyjemy w czasach, w których Unia Europejska, pod coraz wyraźniejszym kierownictwem Niemiec, ubiega się o pomoc finansową, między innymi od Chińskiej Republiki Ludowej. Spokojnie zakładam, że gdyby, dwadzieścia lat temu, ktoś z dajmy na to naszych polityków coś takiego powiedział, prasa miałaby używanie przez tydzień, a do nieszczęśnika, który byłby autorem takiej tezy, na lata przyklejona została łatka oszołoma. Pomyślałem, że w formie bloga, mogę dorzucić kilka spostrzeżeń, które niekoniecznie są istotnymi składowymi na chiński rozwój, ale w mojej ocenie na pewno nie przeszkadzały.

Tytułowy patriotyzm w Chinach ma dwojakie oblicze: z jednej strony, jest to patriotyzm nadęty, napompowany przez oficjalne media i propagandówki rodem z poprzedniej epoki (jak te plakaty w stylu socrealu), z drugiej strony to powrót do dawnego Państwa Środka i przeświadczenia o wielkiej wartości i ważnej roli swojej ojczyzny na świecie. To określenie na Chiny, które po prostu jest tłumaczeniem nazwy Chin (中國 pinyin: zhongguo to dosłownie znaki na „środek” i „kraj”), niesie ze sobą znaczenie, które przez wieki utrwalało się w świadomości Chińczyków.

Niezależnie, którego podejścia do patriotyzmu byśmy nie brali pod uwagę, w jakimś sensie jest podobny do tego amerykańskiego, z wszechobecną flagą (w Stanach można zacząć od flag na wielkich wydarzeniach, po najmniejsze festyny, czy wręcz życie codzienne, jak stawianie flag przed domem, malowanie ich na baku motocykla, czy też nawet tatuaże). W Chinach, takie trwałe i barwne to nie jest, ale flaga jest coraz bardziej obecna, jeśli nawet nie w tatuażach na ciałach, to w umysłach Chińczyków, jako powód do dumy. Proces oddolny, zapotrzebowanie rynkowe na gadżety z flagą Chin, zaczyna w mojej opinii być nawet wyraźniejszy, niż ten sztucznie inspirowany.

Co może wynikać z dumy z własnego narodu czy kraju? Po pierwsze, schodząc myślami do świata materialnego, to obywatel dumny ze swego kraju, w mojej opinii chętniej będzie spełniał wszelkie wymogi prawne, skarbowe, a po drugie być może będzie chciał dorzucić coś od siebie. Nic jednak nie jest za darmo. Obywatel faktycznie musi być dumny i zadowolony ze swego kraju. Jeśli obywatel kocha swój naród, a nie akceptuje władz i aktualnej formy kraju, to będzie raczej próbował, od wszelkich przeliczalnych na pieniądze obowiązków, uciekać. Najwyraźniej warunki życia, z tymi najbardziej przyziemnymi, od strony materialnej, coraz bardziej pozwalają Chińczykom na takie stanowisko.

Ktoś mógłby powiedzieć, że to wszystko jedna wielka mistyfikacja i propaganda i tak na prawdę istnieje tylko „partyjny” patriotyzm, ale zwracam uwagę, że patriotyzm oparty o Słońce Narodu i jedną partię, staje się raczej coraz bardziej drugoplanowy. W tym znaczeniu, że wszyscy wiedzą, że partia rządzi, partia ustala reguły, nie można być przeciwko partii, ale partia staje się coraz bardziej zakulisową władzą. W ten sposób, że dopóki nie podnosisz ręki na „matkę”, a najlepiej gdy stajesz się sumiennym członkiem rodziny, to można odnieść wrażenie, że „matka” jest prawie niezauważalna. Może bardzo odległe i diametralnie różne, ale można powiedzieć, że zachodzi tutaj proces, trochę podobny do wydarzeń Okrągłego Stołu w Polsce. Zainteresowani tym okresem historii Polski, mogą się zorientować, że osoby ważne w PRL’u, a w szczególności służby bezpieczeństwa i różne „wydziały”, dzięki okrągłemu stołowi, spokojnie obsadziły ważne funkcje w większości państwowych, lub właśnie prywatyzowanych większych firm. Płacąc za ten pakt, jedynie oddaniem części tzw. zewnętrznych znamion władzy. Nie inaczej jest w Chinach (jak i w wielu oficjalnie postkomunistycznych krajach) bez poparcia partii, ciężko zaistnieć w wielkim biznesie, ciężko dostać posadę, ale partia przestaje być obowiązkową i najgłośniejszą religią. Dość powiedzieć, że jeszcze kilka lat temu, mniej niż dzisiaj mówiło się o konfucjańskiej myśli z taką sympatią i namaszczeniem. Zaczyna pojawiać się nie tylko przyzwolenie, ale i sympatia wobec klasycznych znaków (tzw. pismo nieuproszczone), które jeszcze nie tak dawno było zakazane jako przejaw kontr-rewolucyjności. I nie mówię o bardzo odgórnych procesach w rodzaju decyzji o nauczaniu, ale po prostu stało się to modne, by co najmniej swoje imię i nazwisko pisać w klasycznych znakach, szczególnie, jeśli różnice są wyraźne. Można też już mówić, o potrzebie nauki klasycznych znaków, jako o dziedzictwie którego nie można utracić. Nie na siłę w szkołach, ale człowiek wykształcony powinien w tym kierunku poczynić kroki. Remontowane są przybytki buddyjskie, wokół rosną jak grzyby po deszczu sklepiki z dewocjonaliami. Zgoda, to ciągle buddyzm poddany kontroli, a konfucjanizm partia próbuje wplatać we własne tryby ideologiczne. Zmiany jednak są odczuwalne.

Jakby na to wszystko nie patrzeć, dla Chińczyków liczy się konkurencyjność. Czy to w życiu codziennym, na najniższej stopie porównywalności, tak i spoglądają z zainteresowaniem, na to jak się wiedzie innym nacjom. Nie da się przeprowadzać porównań z innymi państwami, jeśli nie ma mocnej świadomości przynależności do danego państwa. Lata głębokiego sowieckiego rodzaju komunizmu, z katastrofalną Rewolucją Kulturalną otwarły Chińczykom oczy, na wiele spraw. O tyle o ile, Deng Xiaoping wprowadzając swoje wolnorynkowe, zapewne nie myślał w pierwszym rzędzie o konkurencyjności chińskiej gospodarki, a raczej zapewne, najpierw po prostu chciał ratować wyniszczoną systemem centralnego planowania gospodarkę. Jednak dzięki temu procesowi, gospodarka zaczęła wzrastać, a dzięki rozwiniętej elastyczności, ciągle rośnie w siłę. Wiara niektórych zachodnich komentatorów w sukces oparty o „dziecięce obozy pracy”, nawet jeśli były takie przybytki, to ciągle pozostają one jeśli nie małym promilem, to najwyżej małym procentem rzeczywistych składowych gospodarczej potęgi Chin. Widziałem trochę fabryk na własne oczy i w wielu warunki pracy są dalekie od „europejskich standardów”, ale pracujący tam ludzie uważają tą pracę za szansę na odmianę losu lub w ich rozumieniu godne życie. Uciekają w takie „straszne” miejsca (w postrzeganiu wielu obrońców praw człowieka), z miejsc jeszcze gorszych i nawet chińskiej gospodarki nie stać na to, by wszystkim tym ludziom z biednej chińskiej wsi dać lepsze życie za darmo (pardon, z podatków). Ci którzy doceniają te szanse, coraz szczerzej, machają flagami na paradach, wydarzeniach sportowych i oficjalnych świętach. Stare porzekadła jeszcze z czasów cesarskich mówiły o tym, że cesarz ma mandat niebios do sprawowania władzy, dopóki jego lud ma dach nad głową, co do ust włożyć i gdzie pracować. Poprzednia wersja władzy najwyraźniej mandat ten utraciła i dzięki temu możliwe stały się reformy. Ciekawe jest bardzo jak potoczą się kolejne lata i czy Chinom uda się utrzymać dynamiczny wzrost i kontynuować swoje „wykupywanie świata” (surowce/waluty/złoto). Jeśli tak, to w Chinach ciężko będzie znaleźć obywatela, który (przynajmniej oficjalnie) nie będzie patriotą. Chiny widzę jak rozpędzony kombajn z pełnym bakiem paliwa, podczas gdy Europa coraz bardziej przypomina luksusową limuzynę kupioną na kredyt, z niespłaconymi ratami jadącą na oparach. Takie podejście, najwyraźniej mają także chińscy decydenci, którzy stawiają twarde warunki dla każdego „pakietu pomocy dla Europy”, zyskując kolejne wpływy.

To co? Może by tak po prostu skopiować reformy Deng Xiaoping’a i wprowadzić je w Europie. Spadłyby podatki, chwilowo byłoby burzliwie, ale być może za kilka lat to Europa by rosła na potęgę? A może by nawet poszczególne kraje, umocniłyby się w swoim patriotyzmie i ktoś chętniej by te niższe podatki płacił?

Share on Facebook

Zostaw komentarz