Raj na ziemi – Langkawi

Nie będę ukrywał, że gdy pogoda dopisuje, to jest tutaj raj na ziemi. Wedle wielu opinii znalazłem się swoim szczęściem, na jednej z najpiękniejszych wysp Azji Południowo-Wschodniej.

Szczęście dopisało mi w kwestiach zwiedzania. Ponieważ nie wziąłem tu swojego prawa jazdy, bo stwierdziłem, że wynajęcie środków lokomocji nie będzie mnie dotyczyło, stanąłem przed pewnym kłopotem. Nie ma tu bowiem publicznych środków transportu, a taksówki mimo wszystko mogą popsuć trochę budżet. Ponieważ panują tu dosyć liberalne zasady gospodarcze, to mogłem wynająć skuter, samochód czy motocykl, na słowo, że mam prawo jazdy. Jednakże w przypadku kontroli, to mój problem z płaceniem ewentualnych mandatów.

Wolałem tego uniknąć. Z pomocą przyszedł znajomy Fin, który nie dość, że miał skuter wynajęty, to jeszcze znał już wyspę na tyle by trafiać bez problemu w docelowe miejsca. Zasiadłem na tylnym siedzeniu i miałem transport gratis.

Udało mi się tym sumptem objechać kawał wyspy, dostać się na kolejkę na najwyższą górę wyspy (710 m npm. w najwyższym miejscu- z widokiem na morze dla porównania), a także odwiedzić największy wodospad. Przepiękne panoramy. Jestem pod olbrzymim wrażeniem. W jedną stronę, jeśli dobrze zrozumiałem, był widok na wybrzeże Tajlandii. W drodze do wodospadu, próbował nas napaść gang małp, ale po obfotografowaniu ekipy małych złodziei, bez strat w ludziach czy dobytku udaliśmy się do celu. Wodospad w bajkowym stylu, razem z lokalnymi młodzieńcami, skaczącymi z jego ściany dla popisu.

Po powrocie, plaża – morze i miła pogawędka z jedną spotkaną Chinką z Pekinu – oczywiście w języku Kraju Środka :)

Żal mi będzie stąd jutro wyjeżdżać, ale jeszcze są inne zaplanowane punkty w programie. Jest też większa motywacja do wrócenia tu za wszelką cenę :)

Share on Facebook

Zostaw komentarz