Szarość nad szarościami

Zdarzyło mi się uświadczyć tajfunu w Szanghaju parę lat temu, również teraz – po słonecznej Azji Południowo-Wschodniej i słonecznym, prażącym przywitaniu przez Xiamen, następne dni stały pod znakiem deszczu i wiatru.

Około-tajfunowa pogoda, szaruga totalna i wyjątkowo silne zmiany ciśnienia, powoduje nawet u co mniej przeczulonych osób, wyjątkową senność i zniechęcenie.

Zawrót głowy z lotem powrotnym, był o tyle większy, że lokalne linie lotnicze, które ponownie obrałem na celownik, nie były łaskawe informować mnie o zmianach lotu, tudzież aranżacjach co do mojej osoby, a raczej wymagały kontaktu od petenta.

Dnia poprzedzającego, gdy prognozy pogody były na tyle oczywiste, że tajfun co prawda raczej przejdzie bokiem, ale burze również będą murowane, wykonałem telefon do Xiamen Airlines. Warto zaznaczyć, że opcja z językiem angielskim była ograniczona do zostawienia wiadomości na automatycznej sekretarce, tylko w języku chińskim mogłem się dowiedzieć czegoś od razu.

Pierwszy telefon, w okolicach godzin popołudniowych, pozwolił mi posiąść cenną wiedzę, iż linie lotnicze nie wiedzą jaki tajfun będzie miał wpływ na mój lot o 8:50 dnia następnego oraz że wskazane jest zadzwonienie w godzinach wieczornych. Drugi telefon w okolicach godziny dwudziestej, pozwolił mi potwierdzić powyższy stan rzeczy oraz zasugerowano mi abym próbował zadzwonić w okolicach północy.

Telefon w okolicach północy, pozwolił mi dowiedzieć się, że linie ciągle wiedzą jedynie to, że powinienem zadzwonić nieco później, czyli w okolicach szóstej rano. Telefon w okolicach szóstej rano, niósł cień nadziei, iż raczej lecę o dwadzieścia po dziesiątej, ale że pewności w tej mierze również było brak, zostałem poproszony o telefon w okolicach godziny ósmej.

Ostatni telefon do Xiamen Airlines, przyniósł nieśmiałe potwierdzenie, że rzeczywiście taka szansa istnieje, tak więc wybranie się na lotnisko mogłoby być wskazane.

Po szczęśliwie złapanej taksówce i otrzymaniu karty pokładowej na godzinę 8:20 dostałem się bez większych przeszkód na lot o 10:20.  Poza drobnym zgrzytem iż biuro Xiamen Airlines poinformowało mnie najpierw, że najpewniej to raczej 12:20 a nie 10:20.

Rozmawianie z chińską obsługą przez telefon to czysta radość. Zastanawiam się, czy kiedyś dojdą w tej firmie do poziomu, kontaktu z klientem zanim klient się pofatyguje z kontaktem osobiście.

Koniec końcem, pisząc te słowa jestem w Szanghaju i powoli zbliżam myślami do Polski. Pakowanie i spotkania związane z miesięczną rozłąką.

Share on Facebook

Zostaw komentarz