Hello Kitty czy Hello Kisi?

Do tej pory fenomen marki Hello Kitty, jest dla mnie niepojęty. Uznaję to, za produkt wybitnie zdolnego marketingowca z dużymi środkami na działanie. W Polsce, o tyle o ile mogę ocenić, przez raczej zupełny brak tego logo na ulicach, raczej moda się nie przyjęła, ale zapewne gdzieś tam się pojawia, a może są nawet fankluby, czy też oficjalne sklepy. Nie uznałem, za bardzo istotne, sprawdzanie tego zjawiska – ale zapewne już niejeden doktorat z socjologii rozwinął wszelkie wątpliwości w tej kwestii. Mniejsza z tym.

Nie byłem jeszcze w Japonii, czyli mekce tej marki, ale popularność na Tajwanie i w Hong Kongu, doprowadziła do stworzenia osobnych (oczywiście różowych) punktów check-in, czy też loży Hello Kitty, dla klientów posiadających odpowiednie rezerwacje (konkretny bilet, odpowiednią kartę kredytową etc.).

Powyżej osobne stanowisko automatycznego check-in, na lot samolotem Eva Air, który jest obklejony logami Hello Kitty.

Nie wnikałem do końca, jak można się załapać na takie atrakcje, ale z tego co zrozumiałem, to takie loty są droższe od standardowych i są na świecie ludzie, którzy starają się o takie bilety. Same linie Eva Air są rodzajem taniego przewoźnika w regionie, latałem nimi między Tajwanem a wyspą Kinmen, ale mam podejrzenia, że lot z Hello Kitty może odbywać się w kierunku do Hong Kongu.

To bowiem tu zastałem przy jednej z bramek na lotnisku w Hong Kongu, takie oto cuda:

Pozbawiony wejściówek do tej loży VIP i zmrożony bladym strachem, nie zaglądałem do środka. Na Tajwanie Hello Kitty jest można powiedzieć na każdym kroku, nikt też nie specjalnie przejmuje się, że na rynku jest mnóstwo podróbek, tanich naklejek czy gadżetów. Mam pewne podejrzenia, że bez tej masy podróbek, marka nie byłaby tak popularna, a przez to koniec końcem, mniej ludzi kupowałoby swoje wymarzone oryginalne gadżety, gdy już gotówka na to pozwala. Nie wiem, czy moda na Hello Kitty, jest wyjaśnieniem dla różowych super samochodów w Szanghaju, czy po prostu ktoś tutaj lubi różowy, ale fakt, że ostatnio widziałem różowego Mercedesa SLR, który miał obok lusterek naklejki Hello Kitty (sic! naklejki!).

Słowo „kicz” nabiera bardzo skodyfikowanej personifikacji. A na koniec, jeszcze pewna wariacja na temat kotka z japońskim rodowodem, czyli Hello Kisi – wersja koszmarna (dosłownie i w przenośni):

 

Share on Facebook

Komentarze (1) do wpisu 'Hello Kitty czy Hello Kisi?'

  1. Witam, niedługo do Was nielicznych dołączy jeszcze dwójka swojaków, spotykacie się jeszcze cyklicznie?

Zostaw komentarz