Kraina szczęśliwości wspomaganej

Podejście Chińczyków do szczęścia, może się okazać jedną z pierwszych informacji, jaką może nas oświecić, zaraz po przyjeździe lub jeszcze zanim się znajdziemy w Kraju Środka. W uproszczeniu, można powiedzieć, że to kraj bardzo zabobonny, przynajmniej z naszego punktu widzenia.

Szczęśliwe numery,  jak sześć czy osiem, lub pechowość numerów jak czwórka to tylko wierzchołek góry lodowej. O tym zresztą można się przekonać bardzo namacalnie, co już zdarzyło mi się nadmienić na łamach blogu.

Szczęście lub nieszczęście można na siebie ściągnąć w rozmaite sposoby. Na przykład nie zawieszenie nowego „znaku szczęścia” tudzież innej szczęśliwej ozdoby noworocznej, może być odebrane jako fatalizm i brak chęci do życia. Nie hołdowanie różnym tradycjom, czy zwyczajom jak spożywanie świątecznych przysmaków, czy przejście progu świątyni złą nogą, może być odebrane jak wkraczanie jedną nogą do grobu.

Ważna też jest ochrona przed duchami. Podążając za głosem rozsądku, Chińczycy oczywiście w duchy nie wierzą, ale nie są do końca przekonani czy duchy o tym wiedzą. Ostrożności więc nigdy za wiele. Najprostszym sposobem, jest zaopatrzenie się w licencjonowane świątynne dewocjonalia (najczęściej buddyjskie), które ochronę zapewnią w dużym (i tanim) stopniu. Można pokusić się o wykupienie „życzeń”, czy też bardziej ukierunkowanych amuletów.

W życiu codziennym, różne proste zachowania mogą uchronić, przed wzmożoną aktywności tychże (nieistniejących) gości z zaświatów. Na przykład, otworzenie okna i jednocześnie drzwi, zapewni duchom spokojne przemieszczanie się, dzięki czemu nie rozzłościmy ich blokując ich w czterech ścianach (gdzie na przykład nie chciały się znaleźć). Zdaje niesamowicie dobre efekty w zimie. Przechodząc korytarzem koło co bardziej tradycyjnie pojmujących świat lokatorów, gdzie opatuleni w kurtki, czapki i rękawice siedzą w nieustannie „wietrzącym się” mieszkaniu, grzejąc się herbatą, można wyrazić jedynie szacunek.

Prostym sposobem na odpędzenie duchów, jest hałas. Najbardziej prozaiczne rozwiązanie to klaskanie. Nie raz i nie dwa, gdy zaszczyciłem się nieco bujniejszym zarostem, starsi ludzie po spostrzeżeniu, tegoż „diabła”, obracając się „dyskretnie” klaskali. Oczywiście przy okazji świąt, wydarzeń nieco wznioślejszych (jak otwarcie nowego sklepu, restauracji), duchom mówi się do (nie)widzenia, przy pomocy mocnych petard. Zbawienny skutek tego hałasu, ma mieć większy wpływ im bliżej się tychże eksplozji stoi. Chiński Nowy Rok, zbiera straszne żniwo.

Jeszcze na koniec spostrzeżenie o chińskich kotach. Coś musi być z tymi stworzeniami w jakiś wierzeniach, bowiem istnieje takie zjawisko jak koty przyświątynne. Na osiedlach, przy uniwersytetach, też są miejsca, gdzie zawsze kotom żyje się lżej (dokarmiane przez etatowe „dokarmiarki”). Dla przykładu, taką ostoją kotów, był wydział matematyki, na jednej z moich poprzednich uczelni. Dla dopełnienia obrazka, wpasowuje się postać Hello Kitty, przybyła z Japonii, która również tutaj pobija rekordy popularności. Niestety nigdy nie miałem okazji dogłębniej zapoznać z charakterystyką postaci, którą uważam za po prostu kiczowatą. Może jednak w wolnym czasie sprawdzę, czy nie przypisuje się jej jakiś magicznych zdolności, co by może przybliżyło wyjaśnienie dlaczego hołubi się tu koty :)

Share on Facebook

Komentarze (1) do wpisu 'Kraina szczęśliwości wspomaganej'

  1. Dzieki za ciekawy blog

Zostaw komentarz