Dla odmiany, nie pod wiatr

Ponieważ ostatnim razem na doręczenie paszportu (a właściwie paszportów) na godzinę 11:00, czekałem do godziny 15:00 tym razem postanowiłem zaryzykować odbiór osobisty. Żeby jednak nie katować się podwójne wczesnym wstawaniem, postanowiłem uniknąć korków, racząc się podróżą metrem. Może był lekki ścisk o godzinie pod tytułem „dojazd do pracy”, ale w niecałe pół godziny byłem na drugim końcu świata i gdyby nie optymistyczna kalkulacja dojścia pieszo z innej stacji, to bez tego podwójnego wsiadania, pewnie zyskałbym jeszcze kolejne kilka minut.

Uzbrojony w głębokie pokłady cierpliwości wyniesione z polskich i chińskich urzędów, z wielkim spokojem i słuchawkami w uszach po raz kolejny przekroczyłem progi szanghajskiego urzędu imigracyjnego. Po pojeżdżeniu sobie schodami „na wyczucie”, dwukrotnie w złe miejsce, trafiłem pokierowany przez uprzejmą panią „numerkową”. Swoją drogą ciekawa funkcja. Polega na staniu przy automacie z numerkami, oraz pytaniu się w jakiej sprawie, aby ktoś nie chwycił złego numerku. Po tej funkcji wstępnej, Pani zatrudnia się do wciśnięcia guzika w automacie, aby ktoś nie wcisnął sobie złego numerka, po otrzymaniu tejże powyższej informacji. Pełna automatyzacja nie ma co.

Wydawałoby się komiczne, ale jakby na to nie patrzeć to rozsądek w tym jest. Wywołanie „złego” numerka, musi potrwać jakąś minutę może kilka, a to na pewno kolejek nie zmniejsza, zanim wywołany zostanie następny numerek posiadający prawidłowo ulokowanego właściciela.

Tak czy inaczej, zapłaciłem za przedłużenie karty pobytu i odebrałem ją bez kolejki. Generalnie, nie wiem czy szczęśliwie czy typowo, ale odbiór paszportu osobisty był mniej czasochłonny niż doręczenie kurierem. W tymże samym urzędzie, przy okienkach dla Chińczyków, z różnymi zameldowaniami, zezwoleniami kolejki jakby coś rzucili na spożywczaka (co najmniej).

Czasem łatwiej jest być w Chinach obcokrajowcem. Nota bene, na lotnisku w Szanghaju, na bramkach przylotów, zazwyczaj w kolejkach dla obywateli Chin mimo większej ilości okienek, też jakby dłuższe sznurki ludzi.

Tymże sposobem, znowu jestem nieco bardziej oficjalnym mieszkańcem Szanghaju.

Share on Facebook

Zostaw komentarz