Tak! Chińczycy potrafią budować

Krew człowieka potrafi zalać, jak jakaś „wielka” postać z naszego kraju w formie sensacyjnego zaskoczenia, po swojej łaskawej obecności na igrzyskach olimpijskich, stwierdza, że Chińczycy potrafią budować, dodając coś pod nosem, że może to chińskie firmy powinny dostać szanse w przetargach – chociażby w temacie Euro 2012. To wszystko raptem moment po tym jak parę startujących do przetargów chińskich lub chińsko-polskich joint-venture zostało na przetargach z dziwnych powodów „uwalonych”.

Zdaję sobie sprawę, że być może niewielu naszych urzędników państwowych, przesiadujących w takich czy innych komisjach ma szansę czy też ochotę na wybranie się do Kraju Środka, by upewnić się, że możliwe jest budowanie szybkie, nowoczesne i przy tym jeszcze w konkurencyjnej cenie. Jednak gdy oferta w przetargu jest konkurencyjna cenowo i terminowo, to na jakiej podstawie nasza administracja feruje wyroki?

Efekt jest smutny. Siedząc tutaj i patrząc na kolejne większe i mniejsze inwestycje (te mniejsze czyli zapewne takie jak te na których ukończeniu pojawiłby się polski minister gospodarki i przecinał czerwoną wstęgę pospołu z prezydentem) dochodzę do irytujących spostrzeżeń. Przynajmniej w makro-miejskiej skali, infrastruktura rozwija się w tempie geometrycznym. Jak gdzieś jest problem z poprowadzeniem metra pod ziemią, to jedzie na filarach nad ziemią. Jeśli gdzieś wypadałoby umieścić trochę zieleni, to i na to w koszmarnie drogich lokalizacjach znajduje się miejsce. „Mały” stadion na kilkadziesiąt tysięcy osób dla uniwersytetu? Czemu nie. Niech się młodzież rozwija.

Nawet biorąc pod uwagę, bardzo kosztowne sprawy związane z ubezpieczeniami społecznymi w Polsce, inspekcjami, kontrolami, całym rozdziałem BHP, nalotami skarbówki, gdyby te firmy ściągnęły swoich pracowników – byłyby na pewno sprawniejsze i tańsze. Zapewne i dla polskich pracowników przy każdym odcinku drogi scheda by jakaś przypadła. Pytanie tylko, których – skoro znaczna część naszej „budowlanki” wyemigrowała.

Koniec końcem, miesiąc gruby po deklaracjach któregoś z grubych przedstawicieli ministerstwa sportu, po raz kolejny, możemy się przekonać, że jak polska władza mówi, to mówi.

Po namyśle postanowiłem dodać jeszcze krótką wzmiankę pogodową. Wilgotność spadła, 25 stopni – piękne słońce i niewiarygodnie błękitne niebo z paroma chmurkami – rzecz w Szanghaju nadzwyczajna. W taką pogodę widać nawet odleglejsze place budowy, ale myślenie o polskich przetargach można sobie podarować. Szkoda się denerwować gdy pogoda dopisuje :)

Share on Facebook

Zostaw komentarz