Szanghajska jesień

Ponieważ podróżowanie po Chinach w święta narodowe, gdy przemieszczają się po kraju olbrzymie masy ludzi, nie należy do moich hobby, spokojne obchody z poświęceniem czasu na spotkania ze znajomymi bardziej mi odpowiadały. Szczególnie po wspólnym wyjściu na jedzenie z moją japońską grupą językową.

Zbiegiem zupełnej okoliczności, nie tylko moje urodziny przypadały w tymże okresie, co stanowiło niewyczerpane źródło pomysłów na zagospodarowanie wieczornego czasu. Mówiąc w skrócie, świętowanie może nie do końca w chińskim stylu, ale w moim odczuciu bardzo udane.

Szara, aczkolwiek w moim odczuciu tylko z nazwy, rzeczywistość, przywitała mnie bardzo znośną pogodą. Nieco ponad 20 stopni, wiaterek – wreszcie przyjemne temperatury. Muszę przyznać, że tutejsza krótka jesień, to w wydaniu szanghajskim moja ulubiona pora roku. O ile w Polsce każda pora roku z innych, właściwych sobie, względów przydaje mi uśmiechu, tak tutaj większość czasu w roku, staram się nie myśleć o pogodzie.

Niemniej jednak, cała atmosfera w nowym otoczeniu, pozwala zachować optymizm (z małą przerwą na trafienie szlagiem ;) ). Krótko mówiąc, znośna ta szanghajska jesień :)

Share on Facebook

Zostaw komentarz