Słowo o lokalnych specjałach

Ostatnio trafiłem do dwóch miejsc z rodzaju „szanghajskie specjalności”. Jedno można by ocenić jako „szanghajskie przekąski” 上海特色小饭, drugie to „szanghajskie makarony” 上海特色面条. W pierwszym lokalu, najpopularniejszym zamówieniem wydają się pierożki (小龙饺)lub krokieciki(春卷) – zdrobnienie nie jest w tym przypadku moją manierą, a spowodowane wielkością tychże specjałów w porównaniu do zbliżonego oryginału polskiego. Oprócz tych wymienionych w wielu rodzajach, można tam zamówić mnogość innych dań, jak wszelkie makarony, smażone ryże, warzywa gotowane na parze czy przyzwoite kotlety (niemalże schabowe) z kością. Miejsce jak na chiński bar dosyć czyste. Chociaż słowem kluczem w tym zdaniu, jest z pewnością „dosyć”.

Jeśli ktoś życzyłby sobie aby chińska kuchnia (ogólnie, każda) sprawiała wrażenie czystej, to trochę jak z życzeniem sobie by na dworcu w Warszawie pachniało. O tyle o ile, to już raczej to drugie wydaje się nieco łatwiejsze do spełnienia (na przykład przez wybudowanie nowego dworca). Jeśli lokal nie wstydzi się pokazać kuchni (za szybą się uwijają kucharze), to znaczy, że nie może być najgorzej. Czasem jednak warto nie patrzeć na detale.

Potrawy można lubić lub nie, ale jeśli chce się skosztować specjałów w ich oryginalnym smaku, trzeba wybrać się do takich przybytków. To trochę jak z powiedzeniem, że dobry oscypek bez wąsa bacy, nie będzie dobrze smakował. Oczywiście nikt przysłowiowego wąsa wolałby nie napotkać, podczas kulinarnych doznań, ale prawda jest taka, że pochodzące ze sterylnej fabryki oscypki po prostu nie będą oscypkami.

Z tym miejscem warto jeszcze zwrócić na jeden fakt uwagę. Każdorazowo gdy się tam wybrałem, miejsce jest oblegane przez tłumy. Kolejki do stolików, szukanie każdego wolnego krzesła. To zawsze dobrze świadczy o lokalu. Czasem oznacza to, że jedzenie jest wyjątkowo dobre, czasem że po prostu tanie (to łatwo sprawdzić), a czasem że dobre i tanie. Oblegane miejsca, (poza zapewne wyjątkiem tychże najtańszych barów, gdzie ludzie jedzą bo na nic innego ich nie stać, a sami też nie mają gdzie ugotować) zazwyczaj mają jedną wspólną cechę: są bezpieczne. Paradoksalnie, drogie miejsca, gdzie goście przychodzą okazjonalnie, a przez to jedzenie długo czeka na ewentualne święto konsumpcji, są przez to czasem bardziej groźne.

Wracając do miejsc specjalnych, słowo jeszcze o lokalu makaronowym. Również w miarę czyste, z chińskim (aczkolwiek tandetnym) wystrojem. Makarony podane w dużej misce, w rodzaju zupy, do konsumpcji czego otrzymujemy oczywiście zestaw pałeczek. Kula makaronu jest wspólna dla wszelkich dań, to co jednak dostaniemy na talerzyku obok (do wrzucenia do zupy, bądź konsumpcji osobno) jest wielce zróżnicowane. Zalecanym sposobem konsumpcji jest wrzucenie specjałów do zupy, wyjedzenie makaronu i dopicie otrzymanej w ten sposób zupy prosto z dużej miski.

Nie jestem fanem tego typu potraw. Może dlatego, że grzecznym sposobem ich jedzenia, jest podanie sobie makaronu do ust pałeczkami, po czym wciągnięcie go ile się da z siorbiącym dźwiękiem. Dostojnie jest też wysiorbać zupę, która po wciągnięciu makaronu pozostanie. Mam też wyrobione zdanie o wartościach odżywczych takiej kuli makaronu z odrobiną dodatków. Niemniej jednak, jak zapewniał Szanghajczyk, który nas tam zaprowadził, kryjąca się w zestawach dodatków specjalność, była zaiste specjalną specjalnością lokalną.

Warto poznawać lokalne kulinaria. W międzyczasie dzięki przewodnictwu znajomych, udało mi się trafić do iście boskiej restauracji tajskiej. Niektóre potrawy przypomniały mi wycieczkę do Malezji i moje tamtejsze poznawanie lokalnej kuchni. Przy dosyć szarej i ogólnie deszczowo wilgotnej pogody, przy dwudziestu paru stopniach, zatęskniłem za Azją Pd-Wschodnią jeszcze bardziej.

Share on Facebook

Zostaw komentarz