火锅 po pekińsku – tylko, że w Szanghaju

W zimowe dni, nie tylko w Chinach, ale w wielu krajach Azji popularne jest jedzenie 火锅 (pinyin: huoguo) co w bezpośrednim tłumaczeniu, może się wykładać jako „ognisty garnek”, a w angielskim to hot pot. Zasada tego typu spożywania posiłków jest dosyć prosta: na stole przed nami stoi garnek z gotującą się zupą o różnistych smakach (lub po prostu wodą z przyprawami / warzywami), a składniki do dania zamawiamy w formie surowej i gotujemy wrzucając je lub maczając w tymże garnku z gotującym się wywarem.

Do kompletu zwykle dostajemy miseczkę z sosem, w którym dla smaku, obtaczamy wyłowione z wywaru drobiazgi. Różnią się tego typu pomysły, w zależności od miejsca pochodzenia, koreańskie będą zwykle na ostro, serwowane w dosyć płytkim garnku, japońskie, które widziałem w małym ale głębszym i ta forma powszechna też jest na Tajwanie, a w Chinach też bywa bardzo różnie w zależności od regionu. Różnie też bywa w formie zasilania: koreańskie restauracje, w których bywałem głównie zasilane są elektrycznie indukcyjnie, japońskie różnymi wariacjami kostki heksaminy (ale też gazowe), natomiast większość chińskich przybytków palnikami gazowymi. Z tym rokrocznie wiąże się pewna ilość wypadków w lokalnej prasie i staram się mimo wszystko unikać takiej formy podgrzewania. Wyjątkiem są huoguo z północy Chin, jak np. w kuchni pekińskiej. Wygląda mniej więcej tak:

Huoguo po pekińsku

Huoguo po pekińsku

Garnek w tym przypadku zasilany jest brykietami, lub węglem drzewnym, który umieszczany jest w centralnej komorze. A pod garnkiem w stole, na stałe zamontowana jest stalowa miska, by uniknąć przypaleń. Zaletą takiego rozwiązania jest to, że nie grozi eksplozją, a przy tym zapewnia ogrzewanie lokalu, niezależnie jak bardzo jest wietrzone ( aby uniknąć zatruć CO2 – drzwi raczej ciągle są otwarte ). Garnek jest ulokowany jeden centralnie przy stole zwykle dla dwóch do czterech osób. Jak to na północy poza warzywami, różnymi wariacjami tofu, pasuje oczywiście jagnięcina (lub baranina), do której dedykowane są specjalne sosy, obficie uraczone kolendrą. Mięso podane jest w bardzo cienkich plasterkach, by w krótkim czasie mięso zagotowało się ze stanu surowego. Do garnka wrzuca się także makarony (zwykle na koniec), natomiast samej zupy raczej się nie spożywa, chyba, że jako rozwodnienie gęstego sosu do makaronu.

Na koniec, rzeźnik, który świeże mięso kroi na zewnątrz przed restauracją. Na fartuchu oczywiście (sic!) Hello Kitty:

Rzeźnik przed restauracją

Rzeźnik przed restauracją

Share on Facebook

Zostaw komentarz