Tajwańska tożsamość narodowa, na tle protestów w Hong Kongu

Ostatnie protesty w Hong Kongu, których końca na razie nie widać, wywołały wiele komentarzy, odnośnie przyszłości Chin. Zmiany, których domagają się protestujący, byłyby dla Chińskiej Republiki Ludowej, daleko wykraczają poza granice półwyspu i wysepek. Postawienie się „chińskiemu policjantowi”, wywołało wiele gorących wypowiedzi, na Tajwanie, w Makao, a można podejrzewać, że mimo chińskiej cenzury, także na kontynencie protesty nie przechodzą bez echa. Nie tylko mowa, o nastawionym na pełniejszą autonomię, czy nawet separatyzm Xinjiangu, czy Tybecie, ale zwolennicy, procesów prowadzących do demokratyzacji władzy w ChRL, z pewnością bardzo uważnie obserwują wydarzenia w „Pachnącym porcie”.

Z pewnością wynik protestów w Hong Kongu, mógłby stać się wzorem do działań w innych regionach, można więc się spodziewać, że ChRL użyje wszelkich środków by protesty stłumić. Najbardziej prawdopodobnym jest przeczekanie i odcięcie protestów, oraz wsparcie dla grup ich przeciwników. Których wbrew pozorom nie jest tak mało. Protesty wpływają bowiem niekorzystnie na wiele grup interesów. Blokowanie ulic, blokowanie transportu, czy wreszcie wpływ na notowania giełdowe. Taka sytuacja daje szanse, na lepszą prasę, o wiele bowiem łatwiej przedstawić w mediach starcia dwóch grup interesów, których rozdziela policja, niż obrazki policji uzbrojonej w tarcze, ścierającej się z protestującymi. Protestujący muszą coś jeść, muszą gdzieś spać, mają pewne ograniczenia w finansowaniu, czy wreszcie muszą gdzieś korzystać z toalet. Utrzymanie protestów w ryzach przez długi czas, na pewno nie działa na korzyść protestujących. Optowałbym, że najprawdopodobniejszym rozwiązaniem, będzie próba zmęczenia protestujących i ograniczenia ich liczby, a mniejszą grupę łatwiej będzie odizolować, czy właśnie zestawić z ich przeciwnikami. Chiny na pewno nie mogą sobie pozwolić, na obraz walecznego Hong Kongu, który wygrał z wielkimi Chinami.

Kto ty jesteś?

Tajwańskie media, bardzo żywo są zainteresowane protestami w Hong Kongu, jednak z czasem to zainteresowanie słabnie. Warto przybliżyć specyfikę Tajwanu, zanim spojrzymy na polityczne skutki, ewentualnych wniosków idących z protestów w Hong Kongu.

Na Tajwanie, którego oficjalnie używana nazwa to Republika Chińska (w odróżnieniu od kontynentalnej Chińskiej Republiki Ludowej), bardzo niespójne są wyniki badań, na temat z kim się identyfikują mieszkańcy. U nas fraza: „kto ty jesteś? Polak mały…”, oznacza tyle, że gdyby przeprowadzić badania, przytłaczająca większość respondentów, identyfikowałaby się właśnie jako Polak. Zapewne gdyby była możliwość wybierania dwóch odpowiedzi łącznie, kawałek statystycznego tortu, przypadłby pewnie odpowiedzi „Jestem Polakiem i Europejczykiem”. Nie inaczej jest na Tajwanie, bowiem w wielu badaniach, które nie narzucają jednej, prawidłowej odpowiedzi, większość mieszkańców identyfikuje się zarówno z byciem Chińczykiem jak i Tajwańczykiem. Ponieważ, różnice w danych procentowych, daleko wykraczają poza błąd statystyczny, nie będę ich tu przytaczał – ważne jest, że większość  waha się od kwalifikowanej, do bezwzględnej. Co jest jednak istotne, to fakt, że ani nazwa Republic of China, ani Taiwan – obie nazwy, które widnieją na okładce uznawanego na całym świecie paszportu, nie są praktycznie uznawane powszechnie jako państwo. W Europie jedynym krajem uznającym państwowość ROC jest Watykan, a gdyby nie wliczać grupki małych wyspiarskich państewek z Oceanii, pozostaje kilkanaście krajów z Ameryki Środkowej, Południowej i Afryki. Powód jest bardzo prosty, waga relacji z Chińską Republiką Ludową – nie można bowiem utrzymywać relacji z dwoma Chinami, szczególnie, gdy obie republiki twierdzą, że są tylko jedne Chiny. Jako rozwiązanie sytuacji, wielokrotnie padała propozycja, by po prostu zmienić nazwę kraju na Tajwan (Republika Tajwanu). Takie jednak rozwiązanie powoduje sprzeciw, zarówno chińskich nacjonalistów na Tajwanie, jak i władz Chińskiej Republiki Ludowej. Trzeba sobie uzmysłowić, czym jest Tajwan, jako wyspa dla chińskiej władzy na kontynencie. W podręcznikach geografii, z której naucza się w Chinach, Tajwan jest nieodłącznym terytorium Chin. W lekcjach o wyspach chińskiej republiki ludowej, Tajwan jest po prostu największą wyspą należącą do Chin. Fakt, że tymczasowo „zbuntowaną”, ale niezmiennie chińską, o tym zresztą się raczej nie wspomina na tej samej lekcji. Tym samym, Tajwan to jeden z największych problemów wizerunkowych dla władz z kontynentu. Od wielu lat podejmowane są kroki, by Tajwan dołączył do Chin, na zasadzie „jeden kraj, dwa systemy”, czyli w podobnym wydaniu jak właśnie Hong Kong i Makao. Za rządów prezydenta Ma Ying-jeou, widać wyraźne ocieplenie w wzajemnych relacjach, które doprowadziło do kilku istotnych umów otwierających dwustronny handel, inwestycje, a nawet rynek usług. Jest to co prawda statystycznie nieprawdopodobne, ale gdyby w wyborach na Tajwanie wygrała partia, która opowiadałaby się za zmianą nazwy na Republikę Tajwanu, lub oficjalnym ogłoszeniu niepodległości od jakichkolwiek Chin, odpowiedź z kontynentu, będzie bardzo ostra, nie wykluczając nawet zbrojnej interwencji.

Status quo

Co więc wydaje się najlepsze dla mieszkańców „zbuntowanej wyspy”? Zanim się spróbuje znaleźć odpowiedź, na to pytanie, warto chociażby wrócić do sprawy tajwańskiego paszportu. Mimo, że kraju nie uznaje się na świecie, to jego posiadacz, może się udać bez wizy do Stanów Zjednoczonych, krajów Schengen, a nawet do Chińskiej Republiki Ludowej, z tymże w ChRL formalnie o wizę się musi ubiegać, ale w praktyce zajmuje to parę minut na lotnisku, już po przybyciu na kontynent. Podczas gdy ilość formalności, którym musi zadośćuczynić posiadacz chińskiego paszportu, aby uzyskać wizę do Stanów Zjednoczonych czy Unii Europejskiej, jest odpychająca. Już nie mówiąc o tych, którym obywatel ChRL musi sprostać, zanim o ogóle dostanie paszport (do dzisiaj, nie jest to w cale takie oczywiste, że o paszport można się po prostu ubiegać).

Na Tajwanie zarobki są relatywnie wysokie, opieka medyczna należy do jednych z najlepszych na świecie, podatki relatywnie niskie, w porównaniu do Polski, benzyna jest tania. Kraj posiada dobrze rozwinięty transport, zarówno autostrady, drogi szybkiego ruchu, lotniska i szybką kolej. Co więc wydaje się dla Tajwanu najlepsze? Według mnie status quo. Skoro od co najmniej pół wieku ta niespotykana nigdzie indziej na świecie sytuacja, nie doprowadziła do konfliktu, trudno oczekiwać, że nagle władze ChRL postawią na gwałtowne ultimatum. Raczej trzeba oczekiwać miękkiej polityki otwarcia, która przez przynoszenie obustronnych korzyści, miałaby w dalszym terminie doprowadzić, do naturalnej unifikacji. Chińskie władze, nie są wybierane w powszechnych wyborach, nie planują więc swoich działań, od początku kadencji do kolejnych wyborów. Można więc oczekiwać, że status quo, może się utrzymywać jeszcze długie lata. Od lat mieszkańcy Tajwanu, dają poparcie takiemu rozwiązaniu, większość opowiada się przeciwko unifikacji z ChRL, niezależnie na jakich zasadach, ale również przeciwko zmianom w konstytucyjnej nazwie kraju. Status quo wydaje się możliwe.

Co jeśli nie status quo? 

Gdyby ruchy na rzecz proklamacji „państwa Tajwan” faktycznie doprowadziły do zmiany konstytucji, a władze z Pekinu spełniły swoje wojenne obietnice, konflikt z kontynentalnym większym bratem, byłby bardzo niekorzystny dla Tajwanu. Nawet gdyby zbrojna interwencja została zablokowana przez Stany Zjednoczone, co też nie jest takie pewne, biorąc pod uwagę zakres uwiązania gospodarczego między USA i ChRL, to same sankcje gospodarcze, mogłyby być gwoździem do trumny nowych władz. Już nie wspominając, że w sytuacji międzynarodowej, można się spodziewać, że niewiele by się zmieniło. Może poza tym, że trzeba by wymienić wszystkie paszporty.

Decyzja władz Kuomintangu o włączeniu rozwiązaniu Republiki Chińskiej i włączeniu do ChRL, wydaje się nierealna, w związku z brakiem poparcia dla takiej decyzji wśród wyborców. Skala protestów byłaby z pewnością nieporównywalnie większa, niż nie tak dawne protesty „Słonecznikowego” ruchu, połączone z okupowaniem legislatury. Do takiego rozwiązania jednak dążą władze ChRL, trudno jednak sobie wyobrazić, by stało się to w najbliższych latach. Brak poparcia dla takiego rozwiązania, jest oczywisty, jednak trudno też, nie zauważyć, że „małe kroki unifikacyjne” wprowadzane są bez wystarczających konsultacji społecznych i wywołują umiarkowany sprzeciw. Mowa o umowach o otwartym handlu, o otwarciu rynku usług. Mimo, że takie decyzje mają małe poparcie wśród mieszkańców Tajwanu, protesty nie doprowadziły do cofnięcia, czy nawet wstrzymania polityki otwarcia. Kluczowe dla dalszej sytuacji Tajwanu, będą wyniki najbliższych wyborów prezydenckich. Mało prawdopodobne jest by prezydent Ma Ying-jeou dokonał gwałtownego posunięcia przed zdaniem urzędu, lub reelekcją.

 

 

 

Share on Facebook

Zostaw komentarz