Sukces chińskiej emigracji

Nie pierwszy i nie ostatni raz mam okazję lecieć na jednym pokładzie z Chińczykami i ciągle odnoszę wrażenie, że ciężko czasem zrozumieć ich ogromny sukces w budowaniu emigracyjnych społeczności. Nagminny jest bowiem brak znajomości jakiegokolwiek obcego języka. Po raz pierwszy leciałem Aeroflotem – tak więc następujące pytanie stewardessy, powiedziane w języku rosyjskim, a potem angielskim: „czy życzy Pan sobie wołowinę czy kurczaka” , następnie skrócone do „wołowina ( tu gest ręką wyraźnie oznaczający „lub” ) kurczak” – spotkało się z głupią miną niezrozumienia. Nie u jednej osoby, a u prawie większości Chińskich twarzy w okolicy.

Niektórym pomagał ktoś z obcokrajowców mówiący po chińsku, czasem przybywała z pomocą znająca chiński stewardessa, czasem jeden z ich rodaków. I tutaj pada chyba krótka odpowiedź, na zastanawiający sukces ich emigracji. Wystarczy, że jeden z nich będzie tłumaczył, a potem może przyjechać cała masa krewnych, znajomych, którzy dzięki tej pomocy będą mogli funkcjonować w obcym kraju – czasem nawet nie próbując uczyć się języka.

Z takim masowym przyjeżdżaniem krewnych przypomniało mi się ostrzeżenie przed małżeństwem z Chinką – która miałaby przyjechać za mężem do kraju jego pochodzenia. Ostrzeżenie mówi, że małżeństwo z Chinką to tak na prawdę nie tylko małżeństwo z kobietą, ale bardziej dosłownie niż w zachodniej kulturze – to także małżeństwo z jej rodziną. Po jej przyjeździe bowiem, „w odwiedziny” (zgodnie z wersją przestrzegającą) mają przyjeżdżać coraz to dalsi krewni i co jest najważniejsze – odwiedziny się „nieco” przedłużają. Na przykład … w ogóle nie wracają do Chin.

Ktoś mógłby wyobrazić sobie, że to coś w rodzaju przyjazdu teściowej, której trzeba wykombinować mieszkanie i zapomnieć o jej istnieniu, nie licząc odwiedzin „w najmniej odpowiedniej chwili”.

Warto uzmysłowić sobie co dla Chińczyka oznacza słowo „krewni”. Krewny to może być kuzyn brata wujka starszej siostry żony. Nie trudno zrozumieć, dalej rozwijając tą przykładową definicję, że tenże kuzyn też ma krewnych, z których niektórzy mogliby chcieć wybrać się na przykład do Polski. Ci właśnie krewni, to też krewni Chinki wychodzącej za mąż. Przy odrobinie pecha, można w ciągu kilku lat i udzielanych systematycznie gwarancji wizowych, można przygotowywać się do zakładania własnego małego China Town.

Ostrożności nigdy za wiele :)

Share on Facebook

Zostaw komentarz