Święta po chińsku

Spostrzeżenia w chińskich realiach, siłą rzeczy są maleńkimi fragmentami dużej złożonej całości. Nic w takim stwierdzeniu rewolucyjnego oczywiście nie ma, ale kierując się takim banałem, warto spojrzeć na Chiny pod nieco innym kątem.

Na przykład pod kątem historii. Upraszczając chińskie dzieje do mniejszych gabarytów niż najmniejsza pigułka, można by napisać tak: „Tysiąclecia silnej władzy cesarskiej i olbrzymich mocarstwowych wpływów, jednak nie bez wpływów z zewnątrz (to co Chińczycy nazywają dynastią Yuan, ktoś inny mógłby nazwać udaną inwazją Mongołów, a to co nazywają dynastią Qing, podbiciem przez Mandżurów z olbrzymim wpływem na kulturę kraju). Następnie, rosnące wpływy kolonialnych potęg epoki, by w końcu po zmaltretowaniu kraju okupacją, zawirowaniami wojennymi i wewnętrznymi starciami, skończyć w objęciach komunizmu w wersji Mao Zedonga, czego najsilniejszym ciosem była Rewolucja Kulturalna, którą bez przesady, można nazwać katastrofą i mroczną tragedią.

Potem nadeszła końcówka lat siedemdziesiątych, postać Deng Xiaopinga i otwarcie gospodarcze oraz polityka małych kroków. W efekcie dzisiaj z nazwy Chiny są komunistyczne, a z praktyki – przynajmniej pod kątem gospodarczym – są bardziej wolnym i kapitalistycznym krajem, niż wiele z bardzo socjalistycznie kierujących się krajów tzw. starej Europy. ”

Co to oznacza dla samych Chin? Z pewnością oznacza to, że zachodzi cała sieć procesów, ciężka do objęcia nawet szerokim i bardzo lotnym spojrzeniem. Niemniej jednak, można próbować czynić obserwacje, pomagające zrozumieć większy fragment układanki. Mamy bowiem wiekową kulturę, o nie tylko bardzo zróżnicowanym kręgosłupie, chociażby z racji na duży obszar kraju i zasiedlające go mniejszości, ale także historyczne wpływy w krajach podbijanych, ale również wpływy wewnątrz kraju, zagnieżdżane przez szanownych najeźdźców. Potem lata komunizmu w bardzo szarych barwach i ciągle żyjących dzisiaj ludzi, którzy w to wtedy uwierzyli i do śmierci już zapewne nie przestaną – i nagle atak wolnego rynku i wszystkiego co na nim dostępne, jeśli ktoś zechce to kupić.

Otwarty rynek, przyczynił się nie tylko do możliwości eksportowych do „kapitalistycznych burżuazyjnych wrogów ludu pracującego”, ale także w ramach rosnącej zamożności społeczeństwa, do napływu towarów w drugą stronę. Wraz z towarami i coraz łatwiejszą migracją ludzi w dwie strony – do Chin wędrują także wszelkie trendy, zachowania i zachodnia kultura.

Jest i kultura wysoka, wraz z przedstawieniami teatralnymi, czy koncertami, jest też to co sprzedaje się najlepiej: popkultura. Zanim jednak tak na prawdę zachodnia kultura miała szansę na walkę o rynek, wpływy kulturowe notowała paradoksalnie „znienawidzona” Japonia. Najpierw wraz ze wszelkimi produktami made in Japan, które były wspaniałe, ładne i co chyba najbardziej urzeka – w ogóle działające, kolejne przyczółki w młodzieżowym życiu zdobywa popkultura japońska. Momentami wielce specyficzna (czym bowiem jest mieszanka Disneya wrzucona do miksera z różnymi wylosowanymi elementami kultury japońskiej?) momentami przerażająca, a momentami najzwyczajniej dziwna, jednakże zyskująca serca fanów, na całym świecie. Także w Chinach.

W Chinach które lubią kopiować – czasem wiernie, czasem mniej wiernie. Następnie, napływ wszystkiego co wspaniałe z Stanów Zjednoczonych widzianych jako kraj miodem i mlekiem płynący, powolne rozpoznawanie konkretnych krajów europejskich – wraz z napływem inwestycji, lepiej lub gorzej promowanych w Kraju Środka.

Wpływy z czasem rosną. Najlepsze jest kino amerykańskie, swoistym luksusem jest wybranie się do KFC czy MacDonalds, lub wypić duży kubek kawy w Starbucksie. CocaCola to napój dla ludu, a na ulicach widać Buicki, Chevrolety czy Fordy. Jeśli wino to francuskie lub włoskie, jeśli samochód w którym nie ma wstydu do BMW czy Mercedes – a co bardziej majętni pozwalają wielu ustawić marzenia nie na poziomie „samochodu, po prostu samochodu”, tylko „kiedyś Maybacha, lub Lamborghini do zabawy”.

Teraz aby zadośćuczynić tytułowi wpisu, proszę sobie wyobrazić, przybycie do tego kraju choinki, ozdób, wizerunku otyłego Pana z białą brodą i workiem z prezentami. Dodatkowo – drogę jaką ten wizerunek przebył. Działalność uświadamiającą, w dużej mierze czynią… amerykańskie filmy. Kraj w którym wielu ludzi sama nie ma bladego pojęcia o znaczeniu czy chociażby oględnie historii takiej tradycji.

Czyli o ile ja upraszczam chińską historię, tak najprawdopodobniej, Chińczycy widzą święta: „Jest takie wydarzenie, impreza, są prezenty, choinka, jest kolorowo i przewija się w wizerunkach ten gruby dziwny człowiek na czerwono. A właśnie to znaczy już wkrótce Nowy Rok kalendarzowy, czyli jeszcze za trochę najważniejsze obchody: Chiński Nowy Rok. Super! nie mogę się doczekać!”

To i tak tacy raczej z miasta i pewnie nie wszyscy. Znakomita większość nie ma pojęcia, że taki dzień istnieje, że ma swoją nazwę po chińsku (圣诞节 [聖誕節]shengdan jie ) a już na pewno tym bardziej świąt takich nie obchodzi.

——————–

Korzystając z okazji – Życzę wszystkim Wesołych Świąt Bożego Narodzenia :)

Share on Facebook

Zostaw komentarz