Jeszcze o wygodzie

Popatrzyłem na te tętniące życiem ulice, małe bary, restauracje, a nawet różne specjały sprzedawane wprost na ulicy z małych grilli, czy innych kuchennych wymysłów. O porze posiłku każdy lokal, poza najdroższymi wypełnia się praktycznie po brzegi.

To jeszcze jedna cecha Chińczyków – w rozmowie z nimi, można dojść do wniosku, że dla wielu z nich ogólnie przyjętym modelem życia, jest jedzenie poza domem. Gotowanie w domu kojarzy się raczej z ludźmi starszymi, albo wręcz biednymi. Dochodzi do sytuacji, że najważniejszym wyposażeniem kuchni jest kuchenka mikrofalowa, aby podgrzać zamówione jedzenie, albo to niedojedzone, zabrane z restauracji.

To też swoją drogą pewna charakterystyka chińskich lokali. Sprawą dosyć oczywistą jest to, że można zażyczyć sobie zapakowanie niedokończonych posiłków. Zwroty w rodzaju: upr. 打包 dabao lub 带走  /  trad. 帶走 daizou, oznaczające „zapakować”, „na wynos” nie stanowią żadnej ujmy na honorze, a obsługa lokalu, bez mrugnięcia okiem powinna to polecenie wykonać przybiegając ze styropianowymi opakowaniami (gratis). Przy okazji można jeszcze z drugiej strony zwrócić uwagę, że wchodząc do chińskiego lokalu, nie ma problemu pojawienie się z własnym napojem. Może ktoś tam zaoszczędził na butelce koli, ale przecież zamówił jedzenie – też dobry klient. Ja mimo wszystko mam pewne opory przed oboma czynnościami.

Oczywiście, jeśli się dłużej zastanowić, pewnie ciągle znakomita większość Chińczyków używa kuchni do gotowania, a wrażenie, że jest inaczej tworzy po prostu olbrzymie zagęszczenie ludności i zapotrzebowanie na wszelkie kulinarne przybytki generuje się w efekcie skali. Niemniej jednak miasto jak Szanghaj, z dosyć wysokimi jak na Chiny zarobkami – a przy tym ciągle olbrzymiej ilości tanich lokali, tego typu wygodę stymulują.

Wspominałem niedawno o wolnym chodzeniu, z wrażeniem braku pośpiechu kogokolwiek (przy takich tłumach w godzinach szczytu w metrze wygląda to co najmniej paradoksalnie).  Także w tym przypadku widać wygodne podejście do życia mieszkańców Kraju Środka. Tworzą się kolejki do schodów ruchomych, podczas gdy szerokie schody między dwoma liniami rzadko nawiedzi jakaś osoba, z dużym prawdopodobieństwem może to być obcokrajowiec. Ciężko uwierzyć, że żadna z tych osób się nie śpieszy do pracy czy ważne spotkanie.

Jeśli o mnie chodzi, to lekka przesada. Natomiast cieszę się, że dla odmiany bez poczucia oblężenia, można pokonywać krótkie dystanse nawet w korytarzach metra.

Ciągle wydaje mi się, że tak poczynione obserwacje, dowodzą trochę, że Chińczycy niespecjalnie się stresują „drobnostkami”. Co prawda brak tego stresu kojarzy mi się, niestety z ich spóźnianiem się (zdarza się i dwie godziny) – jednak dzięki temu wszystkiemu nie cierpią chyba zbytnio na wrzody żołądka. Byłoby świetnie, gdyby był w tym wszystkim złoty środek – chociażby z racji na tą terminowość…

Share on Facebook

Zostaw komentarz