Koczownicy metra i popstar z targu rybnego

Każdorazowo, gdy w metrze pojawi się zwarta grupka ludzi z prowincji, nie potrafię się nie uśmiechnąć do ich sposobu podróżowania. W przeciwieństwie do bladego chińskiego kanonu, tutaj rumiane opalone twarze, ubrani w różne kombinacje sportu i tradycji, a do tego wielkie torby, które jednym słowem można chyba określić jedynie jako: „dobytek”. Taka ekipa, wygląda na coś w rodzaju rodziny, są różne pokolenia, kobiety i mężczyźni, a także – obowiązkowo – grupka dzieci.

Jeśli przypadkiem nie udało się zająć miejsc siedzących po bokach wagonu, to torby układają w jakimś przyjętym centralnym punkcie, a sami zasiadają „na kucaka” (ta specyficzna głęboko siedząca pozycja, przeze mnie zupełnie niewykonalna, to coś wielce charakterystycznego) – dzieci albo puszczają „luzem”, lub też sadzają na dobytku.

Całość przybiera obraz sprawnie założonego obozu o charakterze lekko obronnym. Stąd proste skojarzenie z koczownikami. Kolorowy obrazek, czasem też o wielce niezapomnianych wrażeniach zapachowych.

Drugie spostrzeżenie nasunęło mi się po tym, jak w jednym miejscu spostrzegłem torby Louis Vuitton, okulary Versace i całą masę drogich marek, przy targu rybnym, zarówno u sprzedających jak i kupujących. Pomyślałem sobie, że każda z tych, podróbek, niektórych o bardzo wysokiej jakości niewiele różni się od horendalnie drogich odpowiedników. Przynajmniej nie na odległość. I w ten sposób okulary kupione za 15 yuanów, niewiele się różnią od odpowiednika za 1000 złotych.

To dosyć komiczne, że handlarka z targu rybnego, analogicznie niewiele się pod tym kątem różni, od ozdabiających się tym „luksusem” sław z czerwonych dywanów. To tylko przypomina mi, że kiedyś symbolem luksusu, było nie noszenie ostemplowanych markami ubrań, czy produktów, a jedynie albo ich znakomita jakość i dopasowanie do klienta, albo też wyjątkowość i cena, która czyniła niemożliwym by posiadali je wszyscy. Na przykład handlarki z targu rybnego.

Skoro da się w tak dramatycznej różnicy cenowej, wyprodukować produkt tak bardzo podobny do oryginału, można odnieść wrażenie, że ostemplowane drogą marką produkty wcale nie są tak na prawdę wyjątkowe, ani też niekoniecznie świetnie pasują do każdej z noszących jej osób. Ot, taki luksus dla ludu – a wszystko dzięki potędze marketingu.

Share on Facebook

Zostaw komentarz