Chińczycy wiedzą lepiej

Oporność Chińczyków w zgadzaniu się z innym niż ich własny punkt widzenia, ma wielowiekową historię. Dla przykładu z historii nowszej, można nadmienić niezbyt poważne traktowanie wiedzy przywiezionej przez misjonarzy (chociażby w porównaniu z analogicznym chłonięciem wiedzy misjonarzy, przez nie tak odległą kulturowo Japonię), lub w końcu dzisiejsze luźne podejście do wytycznych organizacji międzynarodowych.

Tak na prawdę, odgórny opór, może zostać przełamany jedynie w przypadku, gdy za zgodę na jakieś ustępstwa w swojej linii działania – Chińczyk zobaczy wymierne korzyści. Nawet wtedy jednak, można oczekiwać, na niezbyt rzetelne wykonywanie postanowień lub szukanie możliwości na uniknięcie wywiązania się z umowy.

W sytuacjach zupełnie życiowych, jest podobnie jak w tzw. wielkim świecie. Jeśli w rozmowie Chińczyk zgadza się z przedmówcą, zupełnie nie musi to oznaczać konkretnych działań, czy rzeczywistego podejścia do sprawy. Czasem to po prostu grzeczność. To coś jak, przytakiwanie dziecku.

Chińczycy przez to podejście, wynikające z głębokiego poczucia dumy, nie raz pakowali się w kłopoty rangi historycznej, lub zupełnie prozaicznego stopnia. Nie da się ukryć, że również dzięki temu podejściu, udało im się uniknąć wielu podbojów.

To właśnie dzięki tej cesze, taki obcokrajowiec jak ja, może cieszyć się z wynegocjowania lepszej cenie w wynajmie, zakupach etc. niż rodowity Szanghajczyk. Przekonanie o tym, iż już poznało się najlepsze miejsce i najlepszą cenę, nie pomaga w szukaniu najlepszych ofert. Ceny nie stoją przecież w miejscu, a konkurencja przecież nie śpi.

W drugą jednak stronę, z punktu widzenia obcokrajowca, nie ułatwia to załatwienia prozaicznych czynności, jak uzyskanie od właściciela mieszkania zgody, na naprawę czy regulację jakiegoś urządzenia, zmianę jakiś bezsensownych rozwiązań, tudzież dokonanie czegoś wbrew karkołomnym procedurom.

Czasem, gdy sytuacja taka się zdarzy, jedynym rozwiązaniem jest stworzenie kłopotliwej dla obu stron sytuacji. Atak na wygodę i spokój dnia codziennego, może zdziałać wiele. Wystarczy na przykład (nawet gdyby w istocie, taki ruch, nie miał najmniejszych szans na uzyskanie prawnego efektu) powiedzieć, że jest się gotowym do dokonania telefonu na policję. Odrobina złości pomieszanej ze zrezygnowaniem na twarzy i machanie telefonem przed oczami, może zdziałać cuda.

Taka cecha (w moim odczuciu narodowa) ma jednak swoje mocne strony. Ciężko wpakować Chiński naród w jakieś kosztowne umowy międzynarodowe (chyba, że sam jest przekonany o korzyściach z takiej umowy), ciężej też namówić stare pokolenie na trwonienie majątku na reklamowane produkty. Jak wiele tego co tradycyjne, także i to podejście zaczyna blaknąć w mieszance kulturowej. Zmiksowane składniki można określić jako amerykański model życia, japońskie wzorce popkultury, szczypta chińskiej tradycji z sporym bagażem maoistowskiego czerwonego betonu. Ciekawe jednak, czego w następnym pokoleniu będzie najwięcej.

Share on Facebook

Zostaw komentarz