O samochodach i ekologii

Wydawałoby się, że wszelkie organizacje, rządowe, pozarządowe wywierające wpływ na bezpieczeństwo, ekologiczność, czy też najogólniej mówiąc – poprawność naszego życia, to taki cywilizacyjny nieuchronny element. Element, dzięki któremu, żyje nam się, co prawda wyraźnie kosztowniej, jednak o wiele bezpieczniej i zielono.

Ktoś mógłby powiedzieć, że dzięki proponowanym i wdrażanym obostrzeniom, podatkom, limitom, zakazom itd. otrzymujemy chociażby ekologiczny, oszczędny i dosyć bezpieczny samochód – który w toku rozwoju nowych technologii, jest tani w użytkowaniu.

Dobrze, zgoda – mam jednak niejasne wrażenie, że potężny kilkuset-konny silnik, w opancerzonym rządowym SUV’ie, wykorzystujący wszelkie nowe technologie, daje nieco większy poziom bezpieczeństwa, niż Citroen C1 z rewolucyjnym silnikiem o pojemności średniej butelki Coca-coli.

Jakby popatrzeć w inne kategorie cenowe, to większość wiekowych amerykańskich „kredensowych” pojazdów, także nieźle chroni przed stłuczkami prowadzących je delikwentów.

Powoli, również tamtejszy przemysł samochodowy ulega „zielonej” panice. Kryzys dodatkowo wspiera to zjawisko. Symbolem nowego lepszego świata stają się konstrukcje typu Toyota Prius. Dla kogoś kto nie bardzo orientuje się co to takiego, to taki dwusilnikowy pojazd (zwany hybrydowym), z jednym małym (lecz nie tak małym) silnikiem benzynowym i drugim elektrycznym.

Ten pierwszy pracuje wtedy gdy elektryczny prądu nie ma, na nieco wyższych obrotach, by naładować ten elektryczny. Pracuje również wtedy, gdy chcemy jechać nieco szybciej (jedynie „nieco”, ponieważ to co Prius uznaje za szybciej, każdy inny pojazd uznaje za ciągle niebezpiecznie wolno. Niebezpiecznie, chociażby pod kątem wykonywania manewru mijania / wyprzedzania).

W sumie wychodzi na to, że spalanie tego malucha, jest nieco wyższe niż przeciętnego małego auta wyposażonego w silnik … diesel’a. Które przy tym będzie kosztowało jedną trzecią ceny Priusa. Ekologia przede wszystkim, nie ma co. Dochodzi jeszcze pytanie o utylizację sporych rozmiarów baterii, które kiedyś przestaną funkcjonować. W dieslu raz na parę lat wymieni się akumulator, ciekawe czy taką zależność dostrzegają ekolodzy.

Piszę o tym, co mnie mocno zastanawia z „cywilizowanego” zachodniego podwórka, aby powiedzieć parę słów o kontrastach z chińskiego środowiska.

Chiny jak to Chiny, jakimś sposobem unikają wielu postanowień, wynikających z takich wydarzeń, jak chociażby protokół z Kyoto. To co mi się rzuca w oczy na ulicach, to w kilku miastach Chin w których byłem: salony Ferrari, Lamborghini, Porsche, Maserati etc.

Wydaje mi się, że jest jedna dosyć wyraźna różnica w podejściu. W Chinach, chyba nie do końca wierzą w globalne ocieplenie. Trafia do nich argument, że skoro jeszcze tysiąc lat temu, średnie temperatury na kuli ziemskiej były o wiele wyższe niż dzisiaj, to chyba nie było tak dlatego, że pojazdy konne emitowały więcej gazów i dzięki mądrym królom, udało się te gazy ograniczyć.

Warto jednak popatrzyć na nieco „poza-ekologiczne” przesłanki. Mimo dynamicznie rozwijającej się infrastruktury drogowej, chińskiemu rządowi, bardzo zależy na trzymaniu w ryzach zwiększającej się ilości właścicieli aut. W mieście takim jak Szanghaj, opłacenie tablic rejestracyjnych (ciągle w drodze licytacji), może stanowić połowę wartości samochodu. Co prawda można by kombinować z meldowaniem się w mniejszych miejscowościach, ale jeśli pracujemy w Szanghaju, to nie do końca to dobre rozwiązanie. Numery rejestracyjne spoza miasta, nie mogą korzystać z większości obwodnic między dystryktami miasta. Oznacza to, że zawsze trzeba by poruszać się na często nieprzejezdnym „parterze”.

Słabo z miejscami parkingowymi (nie wolno parkować na chodniku, przy drodze – a stawki na parkingach potrafią odstraszać). W godzinach szczytu nawet korzystając z licznych obwodnic traci się wiele czasu. To wszystko składa się na to, że wielu Chińczyków uważa samochód za niewygodny środek transportu.

Utrudnienia utrudnieniami, jednak posiadanie własnego auta staje się, (wygodną czy też nie) oznaką statusu społecznego. Ciekawe więc, kiedy Chińscy włodarze dorzucą jeszcze podatki ekologiczne – skutecznie wydłużające czas potrzebny, na odłożenie pieniędzy, na wystarczająco prestiżowy pojazd.

Stan środowiska, pewnie niewiele się zmieni. Parę osób po prostu zapłaci większe podatki. Ciekawe więc jak to z tą polityką ekologiczną jest i o co tak na prawdę w niej chodzi?

Share on Facebook

Zostaw komentarz