Słowo o piłce nożnej

Każdy fan piłki nożnej, wie doskonale, że żadnych ludzkich doznań nie da się porównać z oglądnięciem meczu, okraszonego komentarzem naszego rodzimego Dariusza Szpakowskiego. Nie będę nawet próbował posilić się o porównanie. Jedyne co mogę zrobić, to poczynić jakieś lokalne spostrzeżenia.

Chińscy komentatorzy, w mojej ocenie, dużo częściej są złośliwi. Zarówno gdy komentują grę przeciwników, jak i fatalnie grających własnych faworytów. Dużo bardziej przekładają swoje emocje na komentarz. Niestety przeważają bardzo proste sformułowania, jak chociażby „dobre podanie!” (好球! hao qiu!, czy też „ma okazję!” (有机会! you jihui!). W nudniejszych momentach meczu, zdarza się, iż z komentowania meczu, dwóch komentujących przerzuca się na luźne pogadanki o jakimś zawodniku, wracając do komentowania wydarzeń na boisku, przy sytuacji bramkowej. Ekscytacja przy każdym lepszym podaniu, czy komentarze gloryfikujące głośno każdy udany drybling, są dosyć zabawne.

Chińczycy bardzo lubią piłkę nożną.  Mają jednak trochę inne podejście do kibicowania. Bardzo ekscytują się dobrymi zagraniami swojej drużyny, jednak w przypadku gdy ich drużynie nie idzie, całkowicie milkną. Kibicują głośno tylko w przypadku dobrej gry swoich faworytów. Pamiętam, gdy grali kiedyś z „wrogami” Japończykami, gdy stawało się jasne, że ich drużynie nie idzie, bardzo wcześnie opuszczali stadion, a Ci co zostali dawali bardzo marny doping.

Z braku sukcesów swojej drużyny (cykliczne niekwalifikowanie się do mistrzostw świata), Chińczycy przy większych wydarzeniach wybierają sobie drużynę, którą obstawiają (nie tylko w rozumieniu popierania, ale i rzeczywiście obstawiają w zakładach – mimo, że oficjalnie w Chinach hazard jest ciężko karaną zbrodnią, wiele jego form jest bardzo popularnych, od gry w majiang jak w pokera na pieniądze, po właśnie zakłady sportowe – takie transakcje dokonywane są najczęśniej telefonicznie).

Lubują się też w zagranicznych ligach. Cokolwiek by nie powiedzieć o korupcji w zachodniej piłce – korupcja w piłce chińskiej jest tak głęboko zakorzeniona, że nikt nie zdaje się jej przeczyć. Jej efektem bywają kuriozalne sytuacje. Na przykład gdy w meczu pierwszej ligi prawie do końca jedna drużyna wygrywa 4:0, by nagle po niesamowitym spadku formy, przegrać cały mecz 4:5.

Do takich sytuacji dokłada się, żenująco niski poziom umiejętności technicznych. Bajecznie wynagradzani zawodnicy, bardziej niż na treningach, najwyraźniej skupiają się na ekscesach poza boiskiem, która regularnie trafiają do prasy. Nic dziwnego, że chińska liga, jest postrzegana raczej jako wakacje zarobkowe (emerytura), niż chociażby minimalny prestiż.

Ten stan rzeczy jak i poczynania kadry narodowej, to wielkie bolączki każdego chińskiego fana piłki nożnej. Podczas poprzednich mistrzostw świata, gdy oglądałem przegrany w końcówce mecz Polska-Niemcy, jeden z Chińczyków siedzących przy stoliku obok (jak się okazało prezes lokalnej drużyny piłki nożnej), powiedział mi, żebym był dumny ze swojej drużyny. Chiny bowiem nawet się do mistrzostw nie zakwalifikowały. Tak sobie myślę, że wolałbym nie musieć, podobnie pocieszać Chińczyków podczas nadchodzącego mundialu w RPA.

Share on Facebook

Komentarze (6) do wpisu 'Słowo o piłce nożnej'

  1. Pojawił się artykuł o życiu w Shanhgaju. Pomyślałem że możesz być zainteresowany. Czekamy na komentarz :)

    Zamieszczam link:

    http://kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,96856,6240889,Kochasz__to_kup_mi_torebke_Louis_Vuitton.html?as=1&ias=2&startsz=x

  2. No cóż, artykuł typowy dla Wybiórczej. Wybiórczy i trąci tabloidem. Generalizuje na każdym kroku. Pierwszy rażący błąd to łączenie dwóch zjawisk – clubbingu, tudzież rewolucji seksualnej i tendencji do zamążpójścia. Clubbingu który nawet w stosunkowo majętnym Szanghaju, jest dla samych Chińczyków zjawiskiem marginalnym i elitarnym. Autorka artykułu zdaje się sama zapominać o wspomnianych 14 milionach (wg. niektórych źródeł 20 milionach) mieszkańców.

    Tak klubów jest wiele, te które wymienia autorka faktycznie są modne, ale fakt jest prosty – na clubbing stać promil Chińczyków, a w większości wymienionych lokali, w odróżnieniu od ulic, łatwo zobaczyć rzesze obcokrajowców.

    Dopiero fakty wymieniane przez profesora Li, mają sens. Bynajmniej nie pierwszy argument to zabawa.

    Dosyć ciekawe jest też podejście „bohaterki” Zat, oczywiście Bar Rouge jest pod kątem zachodniego towarzystwa bardzo charakterystyczny, ale wszelkie miejsca gdzie „bywa”, to miejsca odwiedzane przez obcokrajowców. Z jakiegoś powodu, też wychodzi się bawić z jakąś bandą ryczących trzydziestek z innych krajów, a nie z koleżankami z Szanghaju.

    Prawdziwe stwierdzenie można zauważyć w tym co mówi Feng, rzekomy aktor. Tak – większość chińskich dziewczyn to dziewczyny praktyczne – oczekują od związku wymiernych korzyści, lub zmiany statusu.

    Nieco przesadzona jest też moda na kluby gejowskie. To ciągle dla większości Szanghajczyków temat tabu. Może nie jest, jeśli pracę dziennikarską, robi się odwiedzając parę drogich klubów i słuchając kilku próbujących zrobić wrażenie osób.

    Ciekawe, że autorka, chętnie wymienia kluby mające być „dowodem” na rewolucję seksualną, a nie wymienia świadczących o popularności gejowskich. Fakt, nigdy nie byłem w Park97, jednak sądząc po opisie relacji i „tych trzecich” w tymże miejscu, ot po prostu miejsce, któremu dorysowała definicję sama autorka. No ale jest sensacja i „odkrywczość”.

    Dla mnie to stek przerysowanych, sowicie zakrapianych alkoholem opowieści.

    Jeśli doszukiwać się w tym wszystkim jakiejś prawdy, to, trzeba patrzyć przez pryzmat, że zjawisko dotyczy promila społeczeństwa, a tak na prawdę to społeczności zachodniej na terenie Szanghaju i tych z Chińczyków, którzy chcą mieć z tą społecznością cokolwiek do czynienia … lub widzą w takich relacjach jakieś korzyści.

    Dla mnie cały artykuł, jest próbą dorysowania jakiegoś głębszego dna, do faktu, że w większości klubów odwiedzanych przez obcokrajowców (czyli większości z tych „modnych”), nie trudno znaleźć Chinki, które upatrują w poderwaniu obcokrajowca szansę na chwilowy, bądź rzadziej dłuższą poprawę jakości życia. Że tak zacytuję fragment kultowej „Seksmisji” : „ja tu widzę niezły burdel!” :)

  3. :) Ja tu widzę niezły burdel.. :)

  4. ‚Ja tu widzę niezły burdel’ a także ‚Przedrewolucyjny Szanghaj był Paryżem Wschodu, ale też ‚dziwką Azji’ to dwa sformułowania, które przypadły mi do gustu podczas dzisiejszej debaty :) A tak serio, wpadła mi ostatnio w ręce b. dobra książka autorstwa: James Kynge „China Shakes the World” – gorąco polecam. Książka jest świetna i nie ukrywam bardzo przydała mi się do opisywania Fenomenu gospodarczego Chin. Czytałeś?

  5. Jeszcze nie miałem przyjemności zapoznać się z książką. Postaram się sięgnąć w najbliższym czasie.

    A tak jeszcze słowem komentarza, o tych rewolucjach z artykułu, to spotkałem się z jedną opinią: „żeby Chińczyk robił w Chinach na prawdę poważne interesy, to musi albo być partyjny, albo mieć z nimi dobre 关系。Tak więc jeśli ktoś uprawia jakiś na prawdę chiński clubbing, tudzież stać go na kupno LV swojej nałożnicy, to w większej ilości przypadków, dzieje się to albo za aprobatą, organów które miałyby się na to oburzać, albo w bardziej zamkniętym gronie – jak na przykład w najbardziej ekskluzywnych lokalach, które są dla odmiany „Chinese only”.

    Może i nie powinno się mówić, o wszechmocy KPCh, ale jakby na to nie patrzeć, nieźle sobie radzą ze skupianiem władzy i pieniędzy w swoich rękach.

    Tym, którzy chcieliby mieć jakieś wolności, bardziej się opłaca to robić po cichu i za równie cichym przyzwoleniem partii, niż desperacko szukać okazji w barach z obcokrajowcami. Nawet jeśli ma się buty z odblaskowym napisem z własnym imieniem. WOW.

  6. Pawle, tak się właśnie składa,że piszę pracę lic. na temat negocjacji z kulturą chińska. Trafił mi w ręcę świetny artykuł opisujący kulturę Chin. Chciałbym, żebyś go przeczytał i skomentował, o ile będziesz miał czas i ochotę. Jak mam Ci go dostarczyć?
    Pozdrawiam

Zostaw komentarz