Wrażenia powrotne

Jeśli miałbym sobie wyobrazić coś, co mogłoby wywołać niepohamowaną nienawiść do Szanghaju, to byłaby to chyba pogoda. Szczególnie ta zimowa. Szczególnie w porównaniu do zimy polskiej, a aktualnie – niestety w ostrzejszym porównaniu – bo do polskiej wiosny.

Mokro, zimno i do domu daleko, możnaby powiedzieć. Ta aura, mogłaby stanowić oprawę jakiegoś filmu popularno-naukowego traktującego o głębokich depresjach. Na dodatek, w dzień wylotu, dopadła mnie (najprawdopodobniej) grypa żołądkowa.

Aby jednak, pozostać w trybie spoglądania na życie pogodnie, choroba po drodze miała też swoje dobre strony. Siłą rzeczy większą część podróży, spędziłem śpiąc lub próbując spać, z przerwami na uzupełnianie płynów wspieranych lekami. Po dotarciu na miejsce wieczorną porą, mój organizm ciągle domagał się odpoczynku. Wniosek: wydaje mi się, że efektem może być bezbolesna, lub przynajmniej bardziej gładka zmiana strefy czasowej :)

Ponieważ zdrowie zapaliło lampkę kontrolną, to postanowiłem bez zastanowienia, wsiąść w taksówkę, nie decydując się na bardzo korzystne rozwiązanie z magnetyczną koleją Maglev, tudzież po prostu na podróż tanim autobusem. Kwota była nieco wyższa, niż zakładałem, ponieważ zapomniałem taksówkarzowi przekazać, by nie przekraczał konkretnej prędkości. Taksometry w Szanghaju bowiem, mają swoje progi – po przekroczeniu 90km/h (wcześniej bodajże jeszcze po 60) kwota za każdy przejechany kilometr wyraźnie wzrasta. Być może także stąd, bierze się to szaleńcze tempo i żonglerka taksówkarzy, na trasie z lotniska. Kilometrów sporo, jest więc o co walczyć.

Normalnie o tym pamiętam, ale w tym stanie zdrowotnym, może to i lepiej. Mimo szaleńczego tempa dotarłem żywy i wcześniej mogłem się położyć.

Wstałem w o wiele lepszym stanie, z nieco mniej popsutą aurą (nadal jest szaro, ale przynajmniej nie pada w ten magiczny sposób, który sprawia, że człowiekowi się wydaje, że krople zawisły w powietrzu i czekają, aż przechodzący człowiek pozbiera je całą swoją postacią) i ciągle nie obraziłem się na Szanghaj.

Share on Facebook

Zostaw komentarz