Czy Szanghaj to Chiny?

Często spotykam się ze zdaniem, że Szanghaj to nie Chiny. Najczęściej, wypowiadają takie zdanie osoby, które spędziły dłuższy czas w Chinach i sporo po tym kraju podróżowały. Ja przez ostatnie lata, też w niejednym miejscu byłem, ale jednak daleko mi do takich stanowczych stwierdzeń.

Wydaje mi się, że to takie podejście, że skoro coś się różni, albo nie jest tradycyjnie (w którymś tam pojęciu) chińskie – to już z prawdziwymi Chinami nie ma wiele wspólnego. Argument, często jest poparty twierdzeniem, że jeśli chce się zobaczyć „prawdziwe Chiny” trzeba jechać na wieś, albo do jakiejś małej miejscowości, poza turystycznymi szlakami. W zasadzie się zgodzę, że warto tam jechać, ale co do wspomnianej „prawdziwości” Chin, to już nie do końca.

Można by podążając tą samą logiką, powiedzieć, że prawdziwa Polska to Małopolska czy Mazowiecka wieś, tudzież to i tamto miasto jest, ponieważ było dłużej w polskich granicach, a inne nie jest „prawdziwie polskie” bo krócej.

Być może, jeśli w Szanghaju, wybrać się tylko w kluczowe punkty turystyczne, tudzież dzielnice finansowe, albo usłane blokami osiedla, odniesie się wrażenie, że „do niczego to niepodobne” poza tym, że takich miejsc – mniej lub bardziej do siebie podobnych jest na świecie, jeszcze co najmniej kilka. Jeśli jednak dotrzeć na dzielnicę zwaną Francuską Koncesją (法国租界 - Shanghai Faguo Zujie ) tudzież najzwyczajniej wybrać się w bliższe centrum okolice i pospacerować po uliczkach, możemy znaleźć lepiej, lub gorzej zachowane, ciekawe budownictwo kolonialne, lub nieco bardziej chińskie wraz z ich mieszkańcami. Nie są to może jakieś antyczne budynki, a mieszkańcy, mimo, że w takiej okolicy, to głównie seniorzy, też nie figurują w żadnym przewodniku – ale klimat takich miejsc, jest niepowtarzalny. Najlepiej, wejść wgłąb jakiegoś 小区 xiaoqu (jednostka dla małego osiedla, zwykle odgrodzonego od reszty murem z jedną lub dwoma przeciwległymi bramami) i zobaczyć na własne oczy, toczące się tam powoli życie.

Jeśli, ktoś chce twierdzić, że Szanghaj to nie Chiny, jest to o tyle jałowa dyskusja, że tą samą drogą wypadałoby wydzielić, jeszcze sporo innych części Chin i je wykreślać na tworzonej mapie „chińskiej prawdziwości”.  Dochodzi też kwestia, dosyć trudnej dyskusji w tym temacie z samymi Szanghajczykami. Tak, owszem – mają swój dialekt, którego nie rozumie większość Chińczyków (może poza tymi z Suzhou czy Hangzhou i innymi pobliskimi miejscowościami), jednak co do zdania, czy czują się Chińczykami, nie ma w ogóle dyskusji.

Jeśli, ktoś spędził w Chinach sporo czasu i twierdzi inaczej, z pewnością kilka powyższych zdań nie zmieni takiego nastawienia. Dla mnie nie jest najważniejsze, czy w czyjejś klasyfikacji Szanghaj jest bardziej prawdziwy w tą czy tamtą stronę. Po wprowadzeniu się do jednego z ładnie wyremontowanych xiaoqu, które zachowało niską zabudowę mimo otoczenia wieżowcami – Szanghaj jest ciągle bardzo interesującym miejscem.

Share on Facebook

Zostaw komentarz