Trochę o kryzysie

Przed nadchodzącymi targami Expo 2010, które zaplanowane są w Szanghaju, a także przy okazji panującego na świecie tu i ówdzie kryzysu, Szanghaj raczej przypomina dynamiczny plac budowy, niż kryzysowe miasto.

Faktycznie, pewne jaskółki, świadczące o kryzysie dolatują także i do Kraju Środka, ale inwestycje wewnętrzne, jak chociażby te usprawniające infrastrukturę i „upiększające” miasto przed Expo, z pewnością mogą dać szansę przeczekania Chinom najgorszego okresu, w względnie dobrej koniunkturze.

Z czysto subiektywnych wrażeń, obserwowanie szanghajskiej codzienności, podpowiada mi, że w dziedzinie dóbr luksusowych, widać raczej nieustający rozwój, niż jakieś świadectwa stagnacji. Na ulicach jakby więcej Porsche czy Ferrari, a niedaleki salon Lamborghini, zwiększył nawet ostatnio ekspozycję.

Natomiast centra handlowe adresowane do klasy średniej, stwarzają wrażenie jakby mniej zatłoczonych. Nie oznacza to co prawda, że można w nich spokojnie zrobić zakupy w piątkowy wieczór, jednak nawet o takiej porze, jest w tym zjawisku jakby mniej szaleństwa. Chińczycy z już i tak bardzo silną skłonnością do oszczędzania, bez żadnych dodatkowych bodźców, gdy czytają o 经济危机 (jingji weiji – kryzys ekonomiczny/finansowy), z pewnością wolą jeszcze bardziej dmuchać na zimne. Inwestują raczej w nieruchomości niż w konsumpcję bieżącą, tak więc mimo pewnych wahań na rynku deweloperskim, nie ma w tej dziedzinie prognoz na amerykański scenariusz.

Czysto codzienne obserwacje, wydają się świadczyć jednak o tym, że to co najdroższe ciągle sprzedaje się dobrze. Być może dzieje się dlatego, że wcale nie tak rzadko, prasa donosi o ciężkich wyrokach za korupcję. O ile brzydko jest generalizować, to w chińskich warunkach, niestety tak raczej jest (chociażby bazując na tychże prasowych doniesieniach o korupcji), że to zjawisko rzadkie nie jest. Tak wygenerowani nowobogaccy, którzy również mogą poczytać sobie prasę, mają do wyboru: (1) albo będę starał się dobrze wszystko tuszować i powolutku odkładać fortunę; albo też (2). póki się da, fortunę przejem, przepiję – słowem – poużywam sobie.

Jeśli chodzi o szczegóły, to doniesienie dotyczyło pewnego urzędnika, ułatwiającego firmom deweloperskim uzyskiwanie zezwoleń. No, kto by pomyślał, że coś tak „trudnego do uwierzenia” się wydarzyło…

W nieco niższej lidze, kryzys pewnie się generuje jak w wielu innych krajach, przez obawy wywołane doniesieniami prasowymi. Trudniej o lepiej płatną pracę, czy o podwyżki. Ludzie w związku z hasłem „kryzys” nawet gdy ich firma dobrze prosperuje, boją się o podwyżkę w ogóle zapytać. Taka sytuacja, w przypadku dobrze prosperujących biznesów, pomaga odkładać większe sumy ich właścicielom. To też może tłumaczyć niezłą sytuację w branży dóbr luksusowych.

Kryzys jako taki, doprowadzi pewnie do upadku jakiejś liczby eksporterów, w ich miejsce powstaną nowi, lub też wykupią ich działalność lepiej sobie radzący. Trochę ludzi straci pracę, ktoś będzie musiał się dokształcić by nową znaleźć. Gdy jednak patrzę na wiadomości z Chin, czy na szanghajskie ulice, mam wrażenie, że Chiny sobie z tym zjawiskiem nieźle poradzą.

Share on Facebook

Zostaw komentarz