O protekcjoniźmie i budownictwie

W 1998 roku, Chiny narzuciły 78% cło na czasopisma importowane z USA, Kanady i Korei Południowej. Powodem było rzekome stosowanie cen „dumpingowych”, czyli jak podaje oświadczenie: „cen niższych niż cena sprzedaży w własnym kraju pochodzenia, lub poniżej kosztów własnych”. Zawsze wydawało mi się, że „dumpingowe” ceny, to owszem: cena nie pokrywająca kosztów produkcji i w jakimś tam pojęciu wydaje się to haniebną praktyką (z tym, że można by polemizować, że każdy ma taki sam wachlarz opcji na walkę z konkurencją i jeśli ktoś gromadzi większy kapitał na wstępie, to ma po prostu większe szanse), jednak co do trzymania się sztywnych cen z kraju pochodzenia, to wydaje się to nieco wyssane z palca.

News na koniec mówi, że chińskie wydawnictwa, usprawniły swoją działalność na tyle, że teraz powinny sprostać konkurencji, więc wysoka bariera celna zostaje zniesiona.

I po co to całe gadanie o cenach dumpingowych stosowanych przez nieuczciwych Amerykanów i resztę. Można było po prostu napisać: „Nasze wydawnictwa przegrywały konkurencję z tymi z USA, Kanady i Korei Pd. więc zastosowaliśmy protekcjonistyczne bariery celne. Teraz jesteśmy bardziej przygotowani na konkurencję, więc znosimy bariery”. Trzeba przyznać, że to dosyć bezpośredni sposób na pokazywanie rzeczywistych powodów działania.

***

Napiszę jeszcze słowo o bloku który się zawalił. Zauważyłem, że bardzo łatwo w naszych mediach popada się z skrajności w skrajność. Zawalił się blok i od razu rodzi to komentarze w rodzaju: „I to ONI mieli nam budować drogi i stadiony!”, „chińska tandeta”, „budynek made in China” etc.  Momentalnie zapomina się o tysiącach podobnych i wyższych wieżowców wybudowanych w tym samym czasie, o kilku najwyższych budynkach na świecie, wielopoziomowych skrzyżowaniach, obwodnicach, kilkuset kilometrach funkcjonującego metra, a to przecież tylko Szanghaj, a całe Chiny „się budują”, żeby tylko naprowadzić co mniej spostrzegawczych:  można wspomnieć imponujące obiekty sportowe przed Olimpiadą w Pekinie.

Zgodzę się, że zapewne jak da się coś zrobić taniej i więcej zarobić, to pewnie sporo ludzi spróbuje to zrobić, nie zawsze oglądając się na bezpieczeństwo. Jednak kary tutaj za takie „przewinienia” są z karą śmierci włącznie, więc wcale nie jest to taka „modna praktyka”. Tak jak było to w przypadku Syczuańskich szkół, zupełnie nieodpornych na trzęsienie ziemi. My Polacy możemy z dumą stwierdzić, że u nas wieżowce się nie walą… szkoda tylko, że to głównie dlatego, ze ich prawie nie mamy. Generalnie jakkolwiek by nie polemizować, to Chińczycy budują dobrze i szybko. Drogi jakimś dziwnym cudem nie pękają same z siebie podczas pierwszej zimy, lub nie zmieniają się w plastelinowe koleiny po przejechaniu pierwszych samochodów ciężarowych w lecie (skąd my to znamy). Mają doświadczenie w szybkim wdrażaniu projektów szybkiej kolei i zabójcze tempo rozwoju linii metra.

Co się więc stało z tym budynkiem co runął. Tak. To ten z tych przypadków totalnej fuszerki i koszmarny błąd kierownictwa budowy.  Najlepszy dowcip, to to, że sam budynek najprawdopodobniej spełniał wymogi. Problem polega na tym, że po postawieniu bloku, rozpoczęto zgodnie z planem budowę parkingu podziemnego zaraz obok, a ziemię zaczęto gromadzić również obok. Do tego przysłużyły się obfite deszcze, których kierownictwo nie wzięło pod uwagę, ziemia zaczęła chłonąć wodę, zrobiło się grząsko w efekcie czego budynek się przechylił i runął. Wyjaśnienie dla mnie w żadnym wypadku nie usprawiedliwia nikogo, ot po prostu moim zdaniem ten przypadek nie daje jeszcze podstaw do wieszania psów na wszelkich chińskich firmach budowlanych.

Co więcej dopóki nasze firmy będą tak budować, już chociażby budują same drogi (droga raczej się nie zawali – kamień z serca!) tak jak budują, to bardzo bym postulował, by dawać chińskim firmom szanse (od kilku lat, nie udało mi się przejechać odcinka Kraków-Katowice „autostrady” A4 bez remontu). Najzwyczajniej, chciałbym mieć w Polsce takie drogi jak są chociażby w Szanghaju i w okolicach, już o obwodnicach nawet nie marzę. Również nie mam nic przeciwko, by polskie firmy nie dały szans chińskim na przetargach i budowały szybciej, taniej i lepiej. Jednak to przerabialiśmy przez ostatnie kilkadziesiąt lat i jakoś na razie niespecjalnie taki scenariusz się sprawdza.

Share on Facebook

Zostaw komentarz