No i po wizycie na Tajwanie

Udało mi się odwiedzić jeszcze parę miejsc, częściowo w obowiązkach, a częściowo turystycznie. Bardzo pozytywnie wypadły plaże w Kendingu – z małymi odcinkami piaszczystych kąpielisk, głównie kamieniste, otoczone różnistymi formami skalnymi, ale przez to urokliwe. Ludzi wyraźnie więcej – szczególnie, że trafiłem tam w weekend – jednak ciągle w natężeniu bez porównania z wieloma miejscami na kontynencie. Może to też dlatego, że na zbuntowanej wyspie, ludzie bardzo uważają by nie zawadzić kogoś idącego z naprzeciwka, a tutaj to i w lżejszym natężeniu tłumu, bywa z tym różnie.

Pewnie gdy znowu nadarzy się czas i okazja, na dedykowane plażowe odpoczynki wybiorę jakiś ładny fragment Azji Pd.Wschodniej (Langkawi ciągle zajmuje wysokie miejsce w moim osobistym rankingu),  to ciągle uważam, że gdy tylko przebywa się na Tajwanie, poświęcenie weekendu na wizytę w Kendingu, może być bardzo dobrym ruchem.

O zapomnianych wrażeniach z Tajwanu, postaram się jeszcze z opóźnieniem donieść. Natomiast muszę stwierdzić, że dzięki „swoim ludziom” na miejscu, moje zwiedzanie po raz pierwszy przebiegało pod hasłem: degustowania potraw, owoców i miejscowej kawy, a dopiero na drugim miejscu są wrażenia z odwiedzanych miejsc. Na Tajwan jeszcze wrócę. Coś mi się zdaje, że nie raz ;)

Tymczasem powróciłem do Szanghaju i muszę stwierdzić, że – mimo wielu niedoskonałości tego miasta – nie potrafię go nie lubić. Co prawda na razie myślami jestem już w Polsce i nie mogę się doczekać mojego powrotu do macierzy, śpieszę jednak donieść, to o czym mnie doniósł znajomy zaraz po powrocie: bilety do Malezji tam i spowrotem są w cenie poniżej 450 PLN. Może następnym razem uda się połączyć ponowną wizytę z Tajlandią!

Share on Facebook

Zostaw komentarz