O świętach narodowych

Niedawno, bo pierwszego października, w Chinach obchodzono okrągłą rocznicę proklamacji Chińskiej Republiki Ludowej w 1949 roku na placu Tian’An Men przez Mao Zedonga.

Feta rocznicowa miała przyćmić tą olimpijską, a prezentowane uzbrojenie na paradzie miało świadczyć o nowoczesności Armii Wyzwoleńczej, tak więc więcej było sprzętu i po raz pierwszy – mniej samych paradujących żołnierzy. Nie śledziłem co prawda parad i przemówień, ale zdjęcia w prasie i powtórki w telewizji prezentowały się bardzo imponująco. Natomiast czy przyćmiło to olimpijskie otwarcie, ciężko powiedzieć. Trzeba zawierzyć organizatorom, że każde następne najwspanialsze wydarzenie, rzeczywiście prześciga poprzednie. Jakkolwiek by się do samego widowiska nie odnosić, to wokoło śledzić można było spektakl wybielania historii z naświetlaniem osiągnięć i sukcesów (tych rzeczywistych i tych bardziej mitycznych), zapominając o trudniejszych momentach. Nawet stacje sportowe od dłuższego czasu prezentują wszelkie historyczne zwycięstwa Chińskich sportowców, od zarania ChRL po dzień dzisiejszy. Ostatnio gdy zerknąłem na TV, stacje sportowe były w latach 80′tych.

Gdyby popatrzyć na historię najnowszą, po rozpoczęciu otwarcia gospodarczego w 1978, to rzeczywiście można by z grubsza malować piękny obraz rozwoju i sukcesów już całkiem realnych. Skoro jednak to sześćdziesiąta rocznica, czegoś jakby brakowało. Obchody rocznicowe pokazały, że jeśli chodzi o trudniejsze chwile w historii kraju, nie ma żadnego miejsca na krytykę. Ani tą oficjalną, ani niezależną gdzieś wplecioną między wersami w małych felietonach w chociażby lokalnej prasie.

Jeśli chodzi o młodych Chińczyków, to część nie chce za bardzo słyszeć o obchodach – cieszą się najzwyczajniej, że mają parę dni wolnego (choć nie wszyscy, niektórzy zaangażowani w projekty z limitem czasowym spędzili święto narodowe z wizytami na uczelni). Część otwarcie uważa to za nieco zbyt kolorową propagandę i mówi otwarcie co o tym myśli. O dziwo jednak, nie spotkałem w najbliższym otoczeniu nikogo kto by wykorzystał ten czas to patriotycznych tudzież popierających władzę komentarzy. Mam wrażenie, że to pewna cecha, którą Chińczycy pielęgnowali już w czasach cesarzy: dopóki jest dach nad głową co jeść i gdzie pracować, to cesarz ma mandat niebios na sprawowanie władzy. Dopóki więc wszystko jakoś funkcjonuje, władza władzy, a ludzie ludziom.

Do kompletu święto narodowe obchodzono na Tajwanie, 10 października, z już nie tak okrągłą datą bo z 1911, kiedy to powołano Republikę Chińską po upadku dynastii Qing. Mimo, że prawie zahaczyłem o te obchody podczas mojego pobytu na Tajwanie, to mimo wszystko i tutaj nie dane mi było ocenienie widowiskowej części obchodów. Niemniej jednak, po głośnej aferze z malwersacjami i defraudacjami poprzedniego prezydenta, czujne oko podatnika miało prawo doprowadzić do skromniejszego wydarzenia.

Trwa więc status quo w stanowiskach władz w Taipei (z nazwy Republika Chińska) i władz w Pekinie (z nazwy Chińska Republika Ludowa) odnośnie tego, gdzie jest stolica Chin. Dzięki temu, można dwukrotnie oglądać pokazy fajerwerków.

Share on Facebook

Zostaw komentarz