Wojna wypowiedziana piżamom i słowo o 石库门

Parę lat temu, jeszcze na poprzednim blogu, pisałem o oficjalnym zakazie wychodzenia na publiczne ulice w piżamach. O tym jak niektóre przepisy nie wywołują żadnego wzruszenia na twarzach Chińczyków, można by napisać doktorat. Teraz z racji na akcję przeprowadzoną w dwóch dystryktach, które zatrudniają wolontariuszy, by informowali miłośników przechadzek w piżamach o tym jak bardzo jest to „niecywilizowane”, pozwolę sobie przybliżyć nieco ten temat.

Aby wyjaśnić sprawę piżam, trzeba przedstawić charakterystyczny element szanghajskiego budownictwa: shikumen (石库门) czyli dosłownie „kamienna brama”. W skrócie, to zabudowa mieszkalna oparta o małe alejki (nie tak wąskie jak pekińskie hutong’i), zwane longtang’ami (弄堂), gdzie w modelowej opcji przy wejściu będzie wspomniana kamienna brama, a dalej za bramą: trzypiętrowe kamieniczki z tarasami na dachu i kawałkiem ogrodu, ogrodzonego wysokim murem z odpowiednią bramą.

Za opracowaniami w sieci, powiem, że to adaptacja zachodnich rezydencji z tarasami, do chińskich warunków. Na początku były to rezydencje dla zamożnych mieszkańców miasta, a mury zostały wzniesione do zapewnienia bezpieczeństwa podczas takich zrywów jak Powstanie Taipingów czy po prostu przed wandalami i włamywaczami, którzy w okresach niepokojów społecznych stanowili istną plagę. Potem w miarę zagęszczania się populacji i różnych historycznych uwarunkowań, rezydencje shikumen były przekształcane w komunalne budownictwo, aby pomieścić więcej mieszkańców. Tarasy stawały się komunalnym miejscem do suszenia prania, salony dzieliły się na kilka pokoi, do tego organizowano wspólną przestrzeń kuchenną, toaletę itd. Niektóre shikumen budowane wtedy momentalnie przekształcały się w slumsy, niektóre niszczały z czasem, a niektóre mimo zagęszczenia zachowały zadbany wygląd.

Z takiego właśnie komunalnego okresu, wywodzi się piżamowy komfort. Wtedy, kogo było stać na jaką piżamę, stanowiło o statusie społecznym (niemalże w tym samym stopniu, co pościel, dumnie wywieszana za okna na bambusowych kijach – co ciągle jest używane!). Wyjście więc w piżamie do komunalnej przestrzeni, ogrodu, kuchni czy na alejkę longtang, czy dalej na ulicę było więc nie tylko wygodnym lenistwem, ale też okazją do „pokazania się”. Z czasem stało się to zwyczajem i w moim odczuciu utrwaliło się jako sposób do powiedzenia wszystkim: „jestem u siebie, jestem Szanghajczykiem”.

Z mojego punktu widzenia, to wesoły przykład lokalnego kolorytu i mimo początkowego zdziwienia, wolałbym, żeby nikt tego nie zmieniał.

Przy okazji mowy o shikumen, dzięki temu, że w jednym z prawie modelowych mieszkam – mogę powiedzieć, że wraca  stare znaczenie tego słowa. O ile jeszcze (na tutejszym przykładzie) część kamieniczek to ewidentnie budynki komunalne, tak kilka to już rezydencje zorganizowane i umeblowane ze smakiem i co nie takie oczywiste w Chinach: z łazienkami w zachodnim stylu na każdym piętrze, a do tego z zadbanymi ogrodami. Mury natomiast zdają się pełnić rolę bardziej odgrodzenia się od ciekawskich. Jedynym chyba problemem to niedopasowane do czasów słabe rozwiązanie przestrzeni parkingowej dla mieszkańców. Jeśli uzmysłowić sobie renesans rezydencji i willi na Francuskiej Koncesji (Fazujie 法租界) i niezliczone apartamentowce, na pewno odkrywa to przed nami, pewien skrawek zmian jakie zachodzą z dnia na dzień w Chinach.

Share on Facebook

Zostaw komentarz