Policja i urząd imigracyjny

Mój organizm chyba reaguje alergicznie, na lokalną biurokrację. Wieczorem, dnia poprzedzającego wybranie się do urzędu imigracyjnego, znowu odezwało się zapalenie gardła, a do kompletu aby utrudnić ewentualne środki zaradcze, kompletnie popsuła się pogoda.

Niemniej jednak, dzięki zaaranżowaniu spotkania, przez panią Wu z sekretariatu, wszystko przebiegło nadzwyczaj sprawnie. Jak tylko dotarłem do urzędu imigracyjnego, z bardzo uroczą „obstawą” dwóch koleżanek, także się rejestrujących, pani policjantka już na nas czekała. Po drodze, do niej, zaopatrzyliśmy się w numerek do następnego okienka. Po sprawdzeniu dokumentów i pomocy w wypełnieniu wniosków, od ręki otrzymaliśmy zaświadczenie meldunkowe. Oczywiście wniosek opatrzony musiał być zdjęciem o przepisowych wymiarach.

Następnym krokiem było udanie się po trzy oficjalne koperty, służące do przesłania paszportów z „wbitą” kartą pobytu. Uzbrojeni w wzbogacony zestaw dokumentów i niezbędne dodatki, mogliśmy napić się kawy (fatalnej) lub herbaty (równie fatalnej), zabijając czas frapującą pogawędką (ja w duecie), lub ucząc się na następne zajęcia (jedna z koleżanek).

Po pół godziny, może nieco więcej, zerkania na zmieniające się numerki, wołające do okienek, „nadejszla wjekopomna chwyla” i mogliśmy wziąć udział w ostatnim etapie przypieczętowania naszych imigracyjnych powinności.

Tutaj przy wypakowywaniu dokumentów, udało się zabłysnąć Amerykance. Stwierdziła, w tym oto finalnym momencie, że nie może znaleźć paszportu. Po dokładnym przetrząśnięciu torby, kieszeni i pogłębieniu przekonania, iż paszportu przy sobie dziwnym trafem już nie ma, udała się na poszukiwanie pełna amerykańskiego luzu. W miejscu gdzie się uczyła, śladu paszportu nie było, stamtąd prosto do toalety, gdzie paszport bezczelnie leżał na podłodze.

Gdy wróciła do okienka w którym, kończyliśmy już dopełniać formalności (czyli pozując po raz kolejny, do zdjęcia w bazie cyfrowej:) nieco zbladła, stwierdzając, że dopiero zdała sobie sprawę z konsekwencji, jakie mogło mieć takie zagranie. Po czym już całkiem spokojna dodała, że najwyżej by wróciła do Stanów.

Teraz pozostało oczekiwanie, na kuriera, w okolicach początku przyszłego tygodnia. Ponieważ akademik jest poważnie zamaskowany, nie ma żadnej informacji, że taka rola tegoż budynku, co więcej nigdzie nie da się uświadczyć numeru po którym kurier mógłby trafić, możemy zaznać znowu iście szanghajskich emocji. Mam jednak nadzieję, że źródło przesyłki, poniekąd policyjne, pozwoli paszportom dotrzeć bezkolizyjnie.

Share on Facebook

Komentarze (7) do wpisu 'Policja i urząd imigracyjny'

  1. Hello tu Iga!
    Ja znów nie na temat, ale tym razem w kwestii technicznej.
    Otóż zapomniałam hasła do poprzedniego konta a czary wordpressowe do odzyskiwania hasła nie działają :(

    W ogóle coś nie tak z tym wordpressem, bo gdy chciałam Ci napisać szalenie poufną wiadomość przy pomocy tajemniczego okienka kontaktowego też się coś wysypało.

    W każdym razie tą drogą proszę o adres mailowy na któryś z podanych przeze mnie adresów ;) bo ja z tą sprawą poufną tentego ;)

    Pozdrawiam!

  2. Odzyskiwanie hasła działa bez zarzutu, założyłem dla testu nowego użyszkodnika. Nie mam pojęcia czemu do Ciebie nie wysyłało. Formularz faktycznie miał problem, co mnie bardzo dziwi, bo nic w nim nie grzebałem od instalacji, a po władowaniu na stronę działał na tyle dobrze, że ktoś z niego nawet raczył skorzystać.

    Mail na mailu, tajnie złamane przez poufnie ;]

  3. Hmm niby po naprawie działa (nie wywala błędu) formularz, ale coś się doczekać nie mogę na własną wiadomość…

    Tak to jest jak największym pragnieniem człowieka to brak spamu na skrzynce…

  4. Ok, zmieniłem formularz, teraz zamiast okienka antyspamu, zawiera wielce skomplikowane pytanie kontrolne.

    Powinno wszystko już działać. Pozdrawiam.

  5. Kopalnia wiedzy. Cieszę się, że tu trafiłem. Co prawda mój pobyt w Shanghaju trwał tylko tydzień, ale śmiać mi się chcę gdy czytam o pogodzie, naganiaczach i rajdach taksówek. Jakbym na nowo to przeżywał. Jeszcze nie znalazłem wpisu na temat wszechobecnego plucia, ale trochę mi zajmię kiedy przekopię się przez te wszystkie wpisy :) A sprawa warta skomentowania, bo był to pierwszy szok jaki doznałem po lądowaniu. No chyba, że jest to zwyczaj na prowincji, gdzie spędziłem większość mojego pobytu w Chinach ;)

  6. Dzięki za miłe słowa :) Nie wiem czy pisałem coś o pluciu, ale że to nie mój pierwszy pobyt w Kraju Środka mogłem to ominąć, albo jedynie nieznacznie nadmienić :) pozdrawiam

  7. No proszę, a jednak można po ludzku. Szkoda, że nasza – moja oraz innych Polaków z Xiamen – przygoda z tymi biurokratami nieomal skończyła się wylądowaniem przez nas na oddziale psychiatrycznym. Jak jeszcze dzisiaj przypomnę sobie to zdarzenie to krew w żyłach zaczyna niepokojąco intensywnie pulsować, a włosy we na całym ciele dęba stają.Połowa moich siwych włosów musiała pojawić się właśnie po tamtych wydarzeniach ;).

    Bardzo fajny blog. Pozdrawiam!

Zostaw komentarz