O podróbkach (oraz) lekach

Wygląda na to, że wyzwanie rzuciła mi jakaś grypa, czyli to coś co tak uparcie chciałem nazywać przeziębieniem. Mimo konieczności odleżenia, wydaje mi się, że odnosi wyraźne straty w starciu z polskimi lekami. Może nie do końca polskimi, ale kupionymi w Polsce.

Po co wieźć mały kontener swoich leków, do tak nowoczesnego i rozwiniętego miasta jak Szanghaj? Przecież są liczne sklepy zagraniczne, apteki w tychże dysponują nawet książkami (przewodnikami?), dzięki którym jesteśmy w stanie, zlokalizować, znane sobie nazwy leków, odszukując odpowiadające im chińskie znaki na lokalnym rynku. Czasem nawet zdarzą się leki podobno importowane, nie opatrzone żadnymi dodatkowymi informacjami w języku chińskim, poza zwyczajną skrótową naklejką.

Czemu więc zadałem sobie tyle trudu, próbując przewidzieć możliwe do wystąpienia podstawowe dolegliwości, wywołując pewnie przy tym, Czerwonego Kapturka z lasu (jakoś grypa nie kojarzy mi się z wilkiem). Otóż, te chińskie odpowiedniki, są czasem najzwyklej oszukane. Pal sześć, jak przytrafi nam się oszukanie w rodzaju: zamiast 100g ibuprofenu na tabletkę, znajdziemy 30g, co może trochę utrudni leczenie, ale z drugiej strony, nie jest to przecież najgorsze co możemy sobie wyobrazić. Zdecydowanie, mniej ciekawym rozwiązaniem jest łykanie (czasem dosyć drogiego) placebo. Człowiek niczego nie świadom, myśli sobie, że jakaś wyjątkowo uparta grypa w tym roku.

Najgorsze co jednak może nas spotkać, to leki podrabiane, o niesprawdzonym do końca działaniu. Nie wymyślam specjalnie. Zauważa to nawet tutejsza prasa, która przecież zwykle, wszelkie informacje mogące wywołać masową panikę, jakoś przekształca, lub powiedzmy – racjonuje.

Człowiek by sobie pomyślał: no tak, ale to pewnie kupując leki ze stoisk na bazarze, albo z jakichś aptek poukrywanych w wyjątkowo rdzennie-chińskich dzielnicach. Otóż okazuje się, że problem może dotyczyć także sieci sklepów z produktami rzekomo importowanymi. Sam się przekonałem, o wyjątkowo nieskutecznym leku bazującym na ibuprofenie niecałe dwa lata temu. W tym jednak przypadku, dla własnego świętego spokoju, chciałbym wierzyć, że chodzi o wszelkie substancje czynne, które mają decydować o sposobie „dystrybucji” leku w naszym organizmie. Zresztą w tak korupcjogennym środowisku, można sobie wyobrazić, że ewentualne dogadanie się, z farmaceutą/ką w takiej międzynarodowej aptece, może być realne i przynajmniej niektóre specyfiki, mogą pociągać za sobą dreszczyk emocji przed łykaniem.

Problem istnieje. Zagraniczna prasa, lobbowana przez korporacje farmaceutyczne, tracące na tym procederze krocie, wspomina o tym nie tylko w periodykach medycznych. Wybierając się tu nawet na krótko, a może tym bardziej w przypadku krótszych wojaży służbowych, lub turystycznych, warto przewidująco wrzucić co nieco do walizki.

O podróbkach szerzej

Coś z czego Szanghaj, latami słynął, a co dzisiaj można spotkać mniej lub bardziej, w większości większych szybko rozwijających się miast, czyli podrabiane zegarki najdroższych marek na świecie, to oczywiście tylko maleńki fragment układanki. Maleńki ale jakże barwny! Jeśli ktoś wybierze się na badania naukowe w tej mierze (oczywiście zakup to łamanie praw autorskich i wszelkich związanych z własnością intelektualną za co grozi grzywna, przepadek mienia i/lub więzienie), do dobrego dostawcy to każdy z pewnością przyzna, że z zewnątrz niektóre sztuki, są bardzo wiernymi kopiami.

Oczywiście, to tylko w przypadku, gdy posiadamy na tyle rozsądku by do takiej naukowej obserwacji, wybierać klasyczną stalową kopertę i kryształową szybkę, a nie wersję pozłacaną z diamentowym inkrustowaniem tarczy. O kryształowej szybce można się szybko przekonać, bowiem zwykle pozwoli nam się dowolnym metalowym przedmiotem sprawdzić, że to nie szkło – czyli próba zarysowania. Właściwie to te zegarki mają tylko jedną wadę, mechanizm to kompletne nieporozumienie i trafienie na taki który będzie chodził równo, zakrawa na cud. Trafienie na taki który będzie chodził w ogóle, dłużej niż miesiąc, zakrawa na godny odnotowania osobisty sukces. Ale czego tak na prawdę oczekiwać od Rolexa za okolicach 15-40 złotych. Niektórzy płacą za nie i po 100USD. Ale głupi Ci Amerykanie.

Wydaje mi się, że tej produkcji Rolexy, Breitlingi, Tag Heuery czy nawet Patek Philip – starają się udowodnić, że to marki dla najbogatszych tego świata. Noszący je ludzie, po prostu w rozumieniu Chińczyków, nie muszą wiedzieć która godzina. Mają od tego osobistego asystenta, sekretarkę czy innego menedżera do spraw prowadzenia biura (prawda że brzmi lepiej?). Zegarek natomiast jest ozdobą.

Ponieważ się rozpisałem, pominę oczywiste podróbki, z prawie oryginalnymi płytami DVD, czy ubraniami sportowymi na czele.

Jest jednak jeszcze jeden proceder, który każe poważnie się zastanowić w wielu sytuacjach. Podrabiany, lub oszukiwany alkohol. Jeśli wychodząc na drinka dostaniemy dużo lodu i szybko nalaną kolę do whisky, mimo że prosiliśmy o tylko lód i to nie dużo, to z dużym prawdopodobieństwem, mimo zamawianego markowego trunku, nalanego z oryginalnej butelki (a przynajmniej zgodnej z oryginałem), dostaliśmy drinka z użyciem podrabianego alkoholu, lub też zupełnie innej chińskiej produkcji. Podrabia się wszystkie marki, łącznie z naszą Wyborową, która tutaj za każdy rok notuje kilkuset-procentowe wzrosty sprzedaży. Nie muszę chyba mówić, że może to być niebezpieczne dla zdrowia, a na pewno dla samopoczucia następnego dnia. Co gorsza, podobno może się to zdarzyć wszędzie. Niezależnie od elitarności lokalu.

Nic tylko porzucić krakowskie biesiadowanie przy złocistym trunku, na rzecz np. herbaty na szanghajskiej wodzie… należącej do najbardziej zanieczyszczonych na świecie.

Och, to taki czarny humor na zakończenie. Dla uspokojenia i słowem cennej rady, dodam, że należy tu pić tylko i wyłącznie wodę butelkowaną. Żywię olbrzymie nadzieje, że tego jeszcze nie podrabiają :)

P.S. (dodane później) Oczywiście szansa na to, że się trafi na powyższe niezdrowe przypadki jest zapewne bardzo mała (z wyłączeniem zegarków :) ), podczas ostatniego rocznego pobytu tutaj, w żaden sposób nie ucierpiałem. Post scriptum, dodane w o wiele lepszym nastroju, bowiem apogeum grypy najwyraźniej mam za sobą :)

Share on Facebook

Zostaw komentarz