Rozmach po chińsku (z ilustracjami)

Trzeba powiedzieć jasno. Od tysiącleci, mieszkaniec Kraju Środka, jak sama nazwa wskazuje, miał silne poczucie, znajdowania się w centrum wszelkiej cywilizacji, a poza granicami kraju, żyły takie czy inne barbarzyńskie nacje.

Wszystko co było chińskie, było najlepsze, najwspanialsze i przez cały czas trwania imperium nie dopuszczano możliwości, że gdzieś ktoś (czytaj jakiś barbarzyńca) może być w czymkolwiek lepszy. Taka geocentryczna postawa i przekonanie o własnej doskonałości, w pewnym stosunkowo niedawnym okresie historii się niestety nieco zemściła, a już patrząc na historię zupełnie nam współczesną, doprowadziła do sytuacji, w której z czym jak z czym, ale z doskonałością Chiny się mało komu kojarzą.

Oczywiście, każda próba opisania w kilku zdaniach, trwającej tysiące lat historii oraz złożonych czynników kulturowych, musi uciekać się do uproszczeń. Drogi czytelniku! Nic nie zastąpi lat studiów i ciągłego pochłaniania wiedzy czerpanej z ksiąg mądrych, przy jednoczesnym organoleptycznym badaniu otaczającej rzeczywistości! Tyle słowem mojej roli moralizatorskiej. Wierzę, że trafiła ona do waszych serc, wyznaczając nowe życiowe cele [...] (3 godziny później) roztaczając jednocześnie świetlaną przyszłość :)

Po tej krótkiej introspekcji, inspirowanej, klasyczną formą deklamowania przemówień adresowanych do narodu, wrócę do tematu mieszkańca Chin i wielowiekowej percepcji własnej zbiorczej osoby.

Powyższej postawie, trudno się dziwić. Chiny były źródłem wielu, często do dziś używanych wynalazków, lub takich które wyznaczyły drogę, dla kolejnych, na wieki zanim tzw. człowiek zachodni, myślał o wynajdywaniu czegokolwiek. Świetna organizacja państwa, wojska, system edukacyjny itd. Co prawda ja bym osobiście, doszukał się kilku okresów w historii, w której niejako pewni barbarzyńcy nieco podbili to imperium, ale dzisiaj w zapisie historycznym, są to po prostu: kolejne dynastie chińskiego imperium. To też znak tej kultury. Chiny nie były podbijane, Chiny asymilowały najeźdźców własną kulturą. Sporo w tym prawdy, dla przykładu: mimo pewnego dosyć barwnego epizodu z Czyngis Hanem (polski zapis), panującym tu i ówdzie, w Chinach nie mówi się przecież po mongolsku.

Teraz, przed olimpiadą, mamy bardzo wyraźne sygnały, przemawiające za jeśli nie powrotem, to umocnieniem takiego przekonania. Wszystkie stadiony muszą być najwspanialsze, największe, najnowocześniejsze i najlepiej najkosztowniejsze zarazem, by nie było precedensu, dla drugiego takiego wydarzenia w historii. Otwarcie igrzysk ma przyćmić swoją spektakularnością nie tylko wszystkie poprzednie olimpiady, ale także na długie lata, mają być niedoścignionym wzorem. Próba wymienienia wszystkich „naj” przyświecających organizatorom tegorocznych igrzysk, zapewne wyczerpałaby moją cierpliwość, a także doprowadziła, to całkowitej utraty, moich nielicznych czytelników (korzystając z okazji, chciałem podziękować za pierwszą zupełnie niespodziewaną darowiznę :) )

Zamiast „naj’owania” posłużę się, o wiele przystępniejszym „pismem” obrazkowym. Poniższe zdjęcia, pozwoliłem sobie wykonać, dzisiaj po zajęciach. To jeden z „samochodów”, których właścicielem jest uczelnia, na której uczęszczam na kurs językowy. Dodam, że to uczelnia muzyczna.

HumV LongerHumV LongerHumV LongerHumV LongerKliknij na dowolny obrazek aby powiększyć

Potrafię sobie wyobrazić, parę bardziej zbilansowanych rozwiązań. Nie będę egoistycznie rozważał lepszego akademika, ale gdy pomyślę o wieżowcach, które wybudowała sobie uczelnia, to rozważyłbym jakieś podstawowe sportowe zaplecze, w tychże, lub chociażby sensowniejsze ogrzewanie, czy klimatyzację. Do głowy przychodzą mi też pomysły w rodzaju stypendia zagraniczne (znowu nieegoistycznie) dla tutejszych pupili, czy chociażby skoro to uczelnia muzyczna – organizowanie więcej tras koncertowych za granicą, samych koncertów, ściągnięcie klasowych muzyków do wykładania tutaj. Na którejkolwiek opcji by nie przybić pieczątki z podpisem, po jej sfinansowaniu przynajmniej w pewnym zakresie, można by dla podobnych, jak wyżej wymieniony pojazd celów, kupić ładnego eleganckiego Mercedesa. Nie wiem czy wiele się pomylę, ale za jedną felgę, mógłbym tu się wyżywić pół roku, mieszkać i mieć opłacone zajęcia dwadzieścia razy w tygodniu :)

Ale nie, jak rozmach – to tylko po chińsku.

P.S. (dodane później) Aby nie produkować sztucznie kolejnych wpisów, pozwolę sobie złożyć w tym miejscu najlepsze życzenia z okazji świąt Wielkiej Nocy. Nie posilę się w tym wypadku na oryginalność i obszerność w treści, zapewniając jednak o szczerości w najlepszości  w chińskim rozumieniu tego słowa, chociaż może lepiej jak widać na załączonym obrazku, żeby nie odbyło się to w chińskim stylu :)

Share on Facebook

Zostaw komentarz