O polskim koncercie w ramach EXPO

Ponieważ, pewne problemy techniczne utrudniają mi zamieszczenie relacji fotograficznej z wyspy Kinmen, chwilowo kilka słów o koncercie z okazji polskiego dnia na szanghajskim EXPO. Na galę wybrałem się dzięki uprzejmości polskiego konsulatu, za zaproszenie serdecznie dziękuję.

Zanim przejdę do samego koncertu, słowo o dosyć dziwnym jak na chińskie warunki, czasie rozpoczęcia koncertu. Godzina 18:00 to żelazna pora posiłku dla Chińczyków – jeśli gdzieś się nie serwuje darmowej wyżerki, to jest to co najmniej ryzykowne posunięcie. Warto sobie uzmysłowić, że przesuwanie terminu posiłku dla Chińczyków to na prawdę wielka niewygoda. Dodatkowo pora posiłku to nie kwadrans na kanapkę w biegu, a obowiązkowo posiłek spożywany w pozycji siedzącej, z czasem przewidzianym na trawienie, chwilę oddechu i toaletę. Tak więc często zdarzyć się może, że kolacja rozpocznie się o 19:00 za to z założeniem, dłuższej kolacji z rozmowami uraczonymi alkoholem lub chociażby herbatą. W przypadku koncertu, zmuszano szanownych gości do niewyobrażalnie wczesnej kolacji około godziny czwartej (pamiętajmy o czasie na trawienie, toaletę i dojazd do sali koncertowej), lub do niewyobrażalnie późnej godziny jak na posiłek po godzinie 21:00, kiedy to przecież jedzenie (jak wszyscy Chińczycy doskonale sobie zdają sprawę) jest niezdrowe. Mówiąc niezdrowe, z naszego polskiego punktu widzenia, proszę ten wyraz tłumaczyć sobie jako „zabójcze”. Organizatorzy w tej kwestii, wykazali się raczej małym trudem w zapoznaniu się z najbardziej banalnymi zwyczajami chińskiej widowni. Tutaj minus.

Kolejnym niestety niezbyt udanym fragmentem, była mierna konferansjerka w wydaniu pani Anny Wrobel i pana Wanga Donga. Przydługawe wstępy, uraczone sztucznymi „dialogami” między prowadzącymi, z wymienianiem wszelkich nawet pomniejszych (bardzo ważnych) osobistości, z na szczęście krótkim przemówieniem ministra Bogdana Zdrojewskiego, nie miały prawa zrobić dobrego wrażenia.

Z przemówienia naszego ministra zapadło mi w pamięć zdanie o tym, że dla danego kraju, ważny jest rozwój gospodarczy, nauki i technologii, ale najważniejsza jest kultura. Ładne słowa, ale w kontekście tego ile światełek telefonów zapalało się przez cały czas koncertu, ile chrząknięć, znudzonych wzdychań, szeleszczenia opakowaniami, marudzących nie specjalnie ściszonym głosem dzieci, wypadałoby zawęzić słowa ministra do tego, iż jednym z wyznaczników kultury, jest najzwyczajniej kultura osobista. Zdaję sobie sprawę, że wielu z Chińczyków z naszego punktu widzenia to ludzie z ogładą i surowym podejściem do savoir-vivre, ale przez te całe grupy skandalicznie zachowujących się, Chińczycy przy każdym takim wydarzeniu tracą mocno twarz. A skoro dzieci (akurat miałem tą wątpliwą przyjemność siedzieć tuż, za dwoma – trudno użyć innego słowa – bachorami), niespecjalnie słuchają rodziców, a Ci nie potrafią znaleźć sposobu by zaszczepić w nich pewne podstawy, to nic nie pomoże upływający czas, bo następne pokolenia będą jeszcze bardziej rozbuchane.

Niestety cały koncert odbierałem trochę, przez pryzmat powyżej wymienionych szczegółów. Na pewno nie pozwoliło to, wysłuchać w spokoju ducha, koncertu szopenowskiego. Nie jestem wielkim fanem naszego wieszcza, ale okazja na wysłuchanie kawałka polskiej kultury na obczyźnie zawsze jest miła. Szkoda, że nudzące się z każdym kolejnym utworem dzieci, dawały się coraz bardziej we znaki, razem z ich babcią, która najwyraźniej zaczynała głodnieć, szukając w coraz to głębszych otchłaniach swojej torebki kolejnych cukierków.

Druga część z muzyką filmową miała szansę być bardzo udana, ale koncert był tylko niezły przez pewne techniczne niedociągnięcia, które niestety rzucały się w oczy. Na prawdę przyjemnie było usłyszeć jak orkiestra symfoniczna z Zhejiangu pod batutą Krzysztofa Herdzina grała fragmenty z „Vabanku” czy „Jak rozpętałem II Wojnę Światową”. Jednak wyświetlana w tle oprawa multimedialna, często się przycinała, nie trafiała z czasem wykonania utworów, lub czasem nawet część wyświetlanego tytułu filmu, znikała ucięta na krawędzi. W czasach serwisów z rodzaju Youtube, gdy każdy korzystając nawet z darmowego oprogramowania, może tworzyć dobrze skrojone filmy i perełki takiej pracy nietrudno odszukać w internecie, tak fatalnie niedopracowana oprawa dla dużego wydarzenia jest niedopuszczalna.

Koniec końcem, wrażenia i tak miłe. Dobrze, że ktoś zdał sobie sprawę, że jednym z naszych „produktów eksportowych” stali się kompozytorzy muzyki filmowej. Gdyby jeszcze przy tak dużym wydarzeniu jak EXPO, stać nas było na konferansjerów z prawdziwego zdarzenia, a organizacją wydarzenia, z naciskiem na oprawę multimedialną zajęli się specjaliści, którzy dopięli by wszystko na ostatni guzik (przecież mamy doświadczenie w organizacji gali w Sopocie, Opolu czy też tak popularnych gali kabaretowych!), to byłoby jeszcze lepiej.

Share on Facebook

| | »(Następny wpis)

Komentarze (9) do wpisu 'O polskim koncercie w ramach EXPO'

  1. Hm, dzielny jesteś że mimo tylu negatywnych rzeczy i tak miłe wrażenia. No jednak niestety nadal boleje u nas brak podstawowej wiedzy na temat Chin (a już dr Majerski mówił, że…). Szkoda, że przenosi się ten brak na tak duże wydarzenia.

    A rwących filmów litościwie nie skomentuję

  2. Małe sprostowanie: konferansjerkę prowadziła pani Anna WRÓBEL, a PANI Liu Kuili to przedstawicielka organizatora ze strony chińskiej – konferansjerką się nie zajmowała.

  3. Prowadzacymi byli Anna Wrobel i Wang Dong. Wang Dong jest znanym prowadzacym programy w ICS. Ja oceniam ich konferansjerke pozytywnie, swietny angielski obojga, swoboda, zadnych potkniec.
    Przedstawienie gosci na poczatku konieczne, chocby z grzecznosci.
    To, ze filmy wyswietlane na ekranie nie zawsze byly zsynchronizowane z muzyke mnie osobiscie nie razilo. Razil natomiast brak chinskich tytulow, bo to faux pas wobec gospodarzy, a znalezienie ich zajeloby przeciez tylko moment.
    Czas imprezy byc moze nie byl najszczesliwszy, ale biorac pod uwage, ze po gali bylo jeszcze przyjecie, i ze teatr zamykany pewnie musial byc o okreslonej godzinie, mam wrazenie, ze inaczej sie nie dalo.
    Dr Majerski… Pamietam go swietnie, studiowal w Nankinie, sympatyczna osoba…;)

  4. Dziękuję za sprostowania, już poprawiam. Postacie przepisałem z folderu – niemniej jednak powinienem się co do tego upewnić. Szczególnie przepraszam panią Annę Włodarczyk i panią (!) Liu Kuili. Przedstawienie pani Liu jako pana Liu, wzięło się z mojego błędnego założenia, iż prowadzenie imprezy to konferansjerzy. Co do odmiennych wrażeń, podobne do moich mieli Chińczycy, chociaż ich najbardziej raziła pora koncertu.

    Niestety wspomniane przyjęcie było jedynie dla VIP-ów, tak więc ratowało jedynie wrażenia części widowni. Stąd dla mnie wybór czasu koncertu pozostaje minusem.

    Zgodzę się, że grzeczność wymaga wymienienie osobistości – miałem jednak wrażenie, że lista jest zbyt długa, jak na rozplanowanie czasowe koncertu. W skrytości ducha, liczyłem, że po wymienieniu najważniejszych osobistości padnie sformułowanie: „oraz pozostałych przedstawicieli polskiej delegacji”, lub coś w tym stylu.

  5. Dodam jeszcze smaczek od znajomej z ostatniego rzędu, która miała okazję słyszeć dialogi z reżyserki w języku angielskim w rodzaju: „not now… too early… wait!”. Dodam tylko, że ton głosu nie dawał wrażenia, iż wszystko w reżyserce było pod absolutną kontrolą.

    A co do samym filmów, to moim zdaniem nie największym problemem był brak synchronizacji z utworami, chociaż dobra synchronizacja, dałaby najlepsze wrażenie. Mnie osobiście najbardziej raziły zamrożone kadry w dziwnych momentach. Można było to rozwiązać na wiele sposobów chociażby z płynnym przejściem do plakatu filmu czy nawet zupełnego wygaszenia do samej nazwy filmu, tam gdzie synchronizacja nie wypaliła w reżyserce. A napisy to nie tylko brak chińskich, ale czasem niewpasowane w ekran, ucięte na krawędzi.

  6. Zgadzam sie co do pory, ale przypuszczam, ze byly ku temu jakies inne jeszcze przyczyny. Jestem rowniez przekonany, ze godziny nie byly zaskoczeniem dla organizatorow ze strony chinskiej, ale moze ci nie poczuwali sie do obowiazku sugerowania innej pory naszej stronie.
    Konferansjerka – ja zadnych problemow nie zauwazylem – moze bylem zbyt pozytywnie nastawiony do odbioru gali. „Przydlugawe wstepy”, „Sztuczne dialogi” – rozumiem, ze konferansjerka podczas ceremonii rozdania Oskarow czy Grammy rowniez nie jest dla Ciebie akceptowalna.
    No ale przy pustym zoladku malo co sie podoba…;)

  7. Na ceremonii rozpoczecia ostatniej olimpiady zimowej jeden z filarow nie podniosl sie. Drobne problemy zdarzaja sie nawet najlepszym. Widzialem w Chinach setki imprez, ktore byly potwornie chaotyczne, ale przy odrobinie tolerancji mozna bylo niezle sie bawic. Nie chce polskiej strony rozgrzeszac, ale mysle, ze w sumie zrobiono dobra robote.
    Z pewnoscia na moje ogolne dobre wrazenie mial wplyw fakt, ze bylem na VIPowskim przyjeciu…:)

  8. Poza tymi minusami napisałem, że koncert niezły i wrażenia miłe. Mogło po prostu być lepiej. Tak więc w miłych wrażeniach z koncertu najwyraźniej się zgadzamy.

    Pora, braki napisów i zamrażane filmy do dla mnie i osób z którymi miałem okazję zamienić słowo, nie aż tak drobne niedociągnięcia.

    Poza tym moje wrażenia z konferansjerki, zupełnie nie nasuwają, żadnych skojarzeń z galą oskarową…

  9. A wiec jednak cos przegryzles przed koncertem – w przeciwienstwie do chinskich znajomych…:)

Zostaw komentarz