Szanghajskie okno na Szanghaj

Chodząc po szanghajskich ulicach, uliczkach i osiedlach, można odnieść wrażenie, że coś nie gra i psuje wrażenie. Myśli potrafią błądzić między zanieczyszczeniem, wilgotnością, może jakimiś zapachami. Wrażenie to, można opisać, przeświadczeniem o czystości, z drugim głębokim dnem.

Za czystą stroną powyższego wrażenia, próbują przemawiać świecące witryny sklepowe, neony, pozamiatane chodniki, brak jakichkolwiek graffiti, co jeszcze bardziej podkreśla zadbanie środków komunikacji miejskiej. Już jednak po chwili pobytu w tym mieście, do świadomości przebija się drugie dno. Nie chodzi mi wcale o śmietniki komunalne, które z pewnością mogłyby nieco zamroczyć, nawet pracowników firm specjalizujących się w wywozie nieczystości. To miejsca skrajne i omijane nawet przez muchy i padlinożerców. Śmietniki są poza tematem.

Pierwszym i chyba najwyraźniejszym punktem, który ma prawo szybko przebić się do świadomości mogą być okna w budynkach mieszkalnych. Zadając sobie pytanie, czy i jeśli tak, to z jaką częstotliwością się myje okna w mieszkaniach, można nie przejmować się swoimi zdolnościami matematycznymi. Moja ocena to: myje się je raz, w fabryce gdzie je się produkuje. Przynajmniej w znakomitej większości przypadków.

Im bardziej archaiczny model okna, tym szyba jest mniej przejrzysta od brudu. Pomieszkuję w tak zwanym centrum. Co prawda, można by się doszukać w tym mieście kilku „centrów”, każdego o trochę innej specyfice, albo przeznaczeniu. Chodząc jednak na spacery po tejże centralnej okolicy, zaraz po tym nieodpartym wrażeniu, że okna są zroszone brunatną farbą, przyglądając się dalej, całemu budownictwu mieszkalnemu, zaczynają kłuć kolejne detale, które krzyczą swoim zaniedbaniem. Ściany, wykończenia, drzwi, balkony, barierki… itd.

Oczywiście, być może przez te brudne okna, przemawia pewne racjonalne podejście. Szanghaj, to trochę jak, wieczny plac budowy. Na to nakładają się zanieczyszczenie, duża wilgotność powietrza oraz ruch uliczny, który pył i kurz utrzymuje w ruchu :)

Mieszkańcy najzwyczajniej pewnie doszli do wniosku, że szkoda wysiłku. Jak spojrzę jednak na czyste witryny sklepowe, coś mi mówi, że może nie w rozsądku, należy szukać krępujących odpowiedzi. Czasem na dokładkę, przez okno można zobaczyć chińską kuchnię. Jest to czasami mocna porcja męskich wrażeń. Oszczędzę wam zbyt obrazowych opisów, pozostawiając jak najwięcej smakowitych kąsków wyobraźni. Dodam tylko, że nierozerwalnym elementem chińskiej kuchni, jest smażenie na głębokim gorącym oleju, co owocuje chmurami tegoż składnika, wzbudzanych podczas procesu tworzenia. Teraz, aby dopełnić obrazu, dodajmy szczyptę podobnego podejścia, jak do tych okien wyżej… :)

Oczywiście, nie pozostawiam na „szanghajskich oknach” suchej nitki. Jak każde generalizowanie, jest pewnie krzywdzące dla świetlistych latarni czystości na mapie tutejszych osiedli. Trudno jednak nie zgodzić się z tezą, iż takie detale – w teorii stosunkowo łatwe do wyeliminowania – składają się na całość obrazu miasta. Z takich drobiazgów, czasem potrafią pączkować krzywdzące stereotypy, jak chociażby owiane chmurką sławy, chińskie toalety. Ten temat, pozwolę sobie jednak odłożyć na daleki plan. Toalety, także są poza tematem :)

Share on Facebook

Zostaw komentarz