Oficjalny mieszkaniec

Przez dosyć wczesną porę, nawiedzenia mojego pokoju przez kuriera, jakoś wypadło mi z głowy, uzupełnienie informacji o moim oficjalnym statusie w Szanghaju. Od dwóch dni, po raz kolejny w moim paszporcie, całą stronę zajmuje „prawo zameldowania”, tudzież „pobytu” jakkolwiek by nie tłumaczyć residence permit.

Ponieważ sprawę załatwiałem z dwoma osobami, mającymi ten sam obowiązek zadośćuczynienia formalnościom, co więcej pozostającymi pod z grubsza tym samym adresem zameldowania (akademik), pouczono nas, że paszporty można wysłać jedną przesyłką z trzema zapieczętowanymi kopertami. Dziewczyny, pamiętające perypetie z dostarczeniem wyników badań, nie wahały się zbyt długo, by adresem doręczenia był mój pokój. Jako człowiek szczycący się otrzymanym w domu dobrym wychowaniem, przyjąłem na siebie to brzemię bez mrugnięcia okiem ;-) Tym razem, jednak sprawa wymagała uiszczenia opłaty (circa 130 złotych), podpisów i identyfikacji petentów po fotografii z paszportów. Nie dało się więc załatwić wszystkiego jednym podpisem, jak w przypadku badań.

O ile, z koleżanką z Austrii, wszystko przebiegło w atmosferze lekkiego zaspania, tak moje nasilające się dudnienie (ups, pardon - pukanie) do drzwi Amerykanki, nie przynosiło efektów. Kurier o smutnym wyrazie twarzy, z jasno wymalowaną groźbą, wobec uniemożliwienia mu dalszej pracy, powoli się niecierpliwił. O dziwo, w odróżnieniu do moich prób, naruszenia integralności drzwi z framugą, zadziałał kontakt telefoniczny. Sprawa została załatwiona.

Przy okazji, okazało się, że tylko ja wykazałem się swoistym sprytem, którego źródeł mogę się doszukiwać, chyba tylko w kontaktach z polską biurokracją. Ponieważ, moje plany w wielu względach pozostają otwarte, wobec dalszych moich losów w tymże mieście, jednakże wiem, że wakacyjne prawo pobytu – może wiele ułatwić w planowaniu ewentualnych wydarzeń turystycznych, pokusiłem się o stwierdzenie, iż chcę kontynuować naukę, ale zależy to od wielu czynników. Deklaracja ta, pozostając niezobowiązującą, przedłuża datę, wbitą w paszport. Mimo, że koleżanki również posiadają otwarte plany, włączające dalszy pobyt tutaj, na to pytanie odpowiedziały, że jeszcze nie wiedzą. Oczywiście zostało to odczytane, że nie zostają w Chinach. W razie chęci spędzenia kawałka wakacji w Kraju Środka, będą musiały postarać się o przedłużenie wizy, dopełniając tych samych formalności.

Aby wyjaśnić sens takiego posunięcia, powiem tylko, że zazwyczaj wiza turystyczna, pozwala raz wjechać do Kraju Środka. Dodatkowo, zazwyczaj bilet z krajów europejskich, będzie najtańszy, jeśli to bilet w obie strony, w to samo miejsce. Raczej tylko w takiej konfiguracji, jest duża szansa na promocje. Jeśli do tego, planuje się odrobinę dłuższe wakacje, podczas których, być może miło byłoby skorzystać z bliskości krajów ościennych i odwiedzić chociaż jeden w charakterze wycieczki weekendowej, to kilkukrotny wjazd zaczyna nabierać sensu.

Oczywiście, moja sytuacja jest dosyć wyjątkowa. Mój status to student, a nie turysta. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, by mając ochotę wybrać się do Chin turystycznie, wpisać w wniosku wizowym trasę wycieczki, obejmującą dla przykładu Tajlandię i Japonię, czyli kraje, do których wjazd w celach turystycznych nie wymaga od Polaka, żadnych formalności przed wyjazdem. Wydaje mi się, że w takim wypadku, jest spora szansa, na otrzymanie turystycznej wizy, kilkukrotnego wjazdu do Chin. Czy taką możliwość wykorzystamy, to sprawa drugorzędna.

Share on Facebook

Zostaw komentarz