Dobra kawa

Trzeba powiedzieć jasno, pod pojęciem kawa w Chinach często kryje się wiele ciekawych pomysłów. Najczęściej będzie to coś w rodzaju rozpuszczalnej, dodatkowo bardzo oszczędnie dozowanej.

Dzisiaj znajoma oświeciła mnie, że można zrobić „cappucino”, które będzie czarną kawą z… cytryną :) Jeśli jeszcze czasem, użyje się wody z kranu, to smak może wyraźnie pobudzić, przez wywołanie niepohamowanego oburzenia. Warto więc uzbroić się w pewien dystans, zamawiając kawę w Chinach. Oczywiście, pewnym ratunkiem są różne sieci kawiarni, głównie amerykańskich marek, których przynajmniej w Szanghaju, jest urodzaj. To jednak dla mnie, nie jest do końca synonim „dobrej kawy”.

Śpieszę donieść, że z polecenia (podziękowania dla Ani F. :), trafiłem do całkiem małej i miłej małej kawiarni, gdzie po przekroczeniu progu można poczuć się zupełnie nie jak w Chinach. Nie tylko dlatego, że większość klienteli to „zamiejscowi”, ale także dlatego, że kawa przypomina kawę.

Takie miejsca kreują, niesamowicie pozytywny obraz Szanghaju, dla przybysza z zachodu. Oczywiście, jakby zwiedzić to miasto wzdłuż i wszerz, to będzie głównie chińskie w swojej specyficznej wielkomiejskiej wizji urbanistycznej. Jednak pozostałości z czasów kolonialnych, wszelakie zachodnie interesy, dają poczucie, że zawsze chcąc wyrwać się z Chin, można po kilkuminutowym spacerze, przekroczyć jeden z magicznych progów, by znaleźć się zupełnie gdzie indziej.

O ile, raczej w związku z niedawnym powrotem do Szanghaju, staram się polować na chińską kuchnię, tak w kwestii kawy, pozostanę w bezpiecznym dystansie do lokalnych zwyczajów jej serwowania :)

Share on Facebook

Zostaw komentarz