Do celu po chińsku

Właściwie nie zwracałem na to uwagi, chyba przyzwyczajony poprzednim pobytem, do specyficznego omijania przeszkód w poruszaniu się po tutejszych ulicach. Głównymi przeszkodami, są poruszający się w dosyć żółwim tempie przechodnie.

Zawsze stanowiło to dla mnie zagadkę. Na ulicach, zawsze jest tu o wiele więcej ludzi, niż w jakimkolwiek miejscu w Polsce. Gdy jednak w Polsce ktoś się śpieszy, to albo przyśpiesza, albo nawet biegnie. Tutaj to widok co najmniej rzadki. Większość ludzi najzwyczajniej idzie za tłumem, który wbrew logice dynamicznie rozwijającego się miasta, porusza się drażniąco wolno.

Bardzo podobnie przebiega poruszanie się na rowerach. Za wyjątkiem skuterów, czy rowerów z elektrycznym napędem, poruszanie się wygląda, jakby każdy chciał włożyć jak najmniejszy wysiłek w poruszanie się. Coś w rodzaju, liczenia na to, że ciężar nogi, wykona większość pracy w nacisku na pedały. Można by sądzić, że ocala to przed kolizjami i usprawnia przemieszczanie się. Być może by tak było gdyby nie pewien detal. Tutejsi rowerzyści, w obliczu przeszkody ruchomej, nie wybierają jakiegoś kierunku jej ominięcia, tylko zaczynają wykonywać nerwowe ruchy kierownicą, to w lewo to w prawo. Widok niegroźnych, lub groźniejszych kolizji dwóch rowerzystów, jest kawałkiem tutejszego krajobrazu. Oczywiście im ruchliwsze skrzyżowanie, tym prawdopodobieństwo wzrasta.

Mimo, iż nie minął jeszcze cały miesiąc od mojego przyjazdu, zauważyłem kilka „najechań” z udziałem dwóch rowerzystów (chińskie rowery reagują bardzo plastycznie, w takich wypadkach), kilka kolizji typowo samochodowych, oraz potrącenia motocyklistów. Na szczęście wszystkie niegroźne, ale biorąc pod uwagę, że nie spędzałem czasu na ich wypatrywaniu, może to trochę rozjaśniać temat tutejszego ruchu ulicznego.

Gdyby jacyś skauci wybrali się do Szanghaju zbierać sprawności, z pewnością mieliby odznakę, za umiejętność szybkiego poruszania się pieszo i rowerem od punktu A do B. Nauczyliby się wtedy, że skorzystanie z ruchomych schodów w godzinach szczytu spowalnia dotarcie na górę. Lekcje praktyczne mogłyby obejmować, umiejętność bezkolizyjnego mijania przechodniów, lub rowerzystów, tak by nie dać się uwięzić w grupce tychże i zostać zmuszonym do poruszania się ich żółwim tempem etc. etc.

Próbowałem znaleźć jakieś podłoże, dla takiej sytuacji, jednak chyba to bicie głową w mur. Patrząc trzeźwo na sytuację, nie można ukrywać faktu, że w Chinach ogromne rzesze ludzi, pracują długie nadgodziny. Można się spokojnie domyślać, że praca wymaga terminowości, przez to powinno chyba się zobaczyć ludzi, którzy gdzieś się śpieszą, by zadośćuczynić tymże terminom. Nie taki obraz jednak widzi się na ulicach. Większość ludzi porusza się tak, jakby dysponowali ogromnym nadmiarem czasu.

Czy to oznacza, że wiele rzeczy robi się tu w kubańskim modelu, wedle wytycznych modelu, opartego na słowie maniana ? Czy też, ma to jakieś inne silne podłoże. Może taki totalny brak pośpiechu, jakoś koreluje ze spaniem w każdej możliwej sytuacji. W metrze, w pozycji półleżącej, w porze lunchu, podpierając się łokciami na stole w restauracji i chyba w każdej możliwej wolnej chwili. Tak jakby brak pośpiechu i wysiłku wkładanego w przemieszczanie się, były bardzo istotną formą wypoczynku, chociażby w drodze do pracy.

Share on Facebook

Zostaw komentarz