Jednostka czy grupa

Chiny kojarzą się z masami. Z kolektywem. Oczywiście nie chodzi tylko o liczną populację, ale także panuje przeświadczenie, że Chiny aby czegoś dokonać, wystarczy, że skierują w danym celu więcej ludzi.

O wzajemnej pomocy już pisałem, nie zawsze wygląda to tak kolorowo jak na plakatach. Gdy o pracy w grupie porozmawiać z Chińczykami, też nie zawsze odbierają to tak kolorowo. Pierwszym poruszonym w tym kontekście tematem, jest tzw. polityka jednego dziecka. Chińczycy w znakomitej większości, zgodnie z prawem mogą posiadać tylko jednego potomka. Wyjątkiem są regiony objęte programem ochrony mniejszości narodowych, które nie posiadają żadnych ograniczeń w tej mierze. Także regiony wiejskie, gdzie dopóki nie urodzi się męski potomek, ograniczenia mają nie dotyczyć, oraz wszędzie w Chinach – każdy kto będzie gotowy zapłacić wysokie kary, za posiadanie kolejnego potomka.

Polityka jednego dziecka, jest wymieniana jako jeden z głównych czynników, dlaczego każdy Chińczyk jest bardziej jednostką niż członkiem grupy. W wyniku tej polityki, dziecko ma być rozpieszczane, hołubione, wychowywane w przeświadczeniu o swojej „lepszości”. Najczęściej dzieje się to, w najgorszym rozumieniu, słowa: „jedynak”. Dziecko dodatkowo, ma jak najlepiej zdawać wszelkie testy i egzaminy, bez oglądania się na innych. Podobno, to ma być głównym powodem, dosyć silnego egoizmu i trudności z pracą w grupie, po zakończeniu nauki.

Ja bym dodał od siebie, że poza presją rodziców, sam system edukacyjny może dźwigać równy ciężar winy za taki obraz społeczny. Większość zajęć jakie udało mi się obserwować z boku, odbywało się w formie wykładu, bez żadnej interakcji z resztą uczniów, czy studentów. Jedyne wyłamanie z szablonu, to czasem padające pytanie na linii nauczyciel – uczeń. Zarówno na niższym poziomie edukacji jak i poziomie uniwersytetu – większość zajęć wygląda podobnie. Jeśli ani w domu, ani w szkole dzieciaki nie są uczone pracy w grupie, ciężko oczekiwać cudów.

Chińczyk z którym o tym rozmawiałem, oceniał, że przez wyżej wymienione powody, Chińczycy nie błyszczą w większości sportów grupowych. Koronnym dowodem miała być postawa w sporcie który Chińczycy kochają oglądać.

Piłka nożna.

Z tego co jednak zdążyłem usłyszeć (nie od byle kogo bo od prezesa jednej z szanghajskich drużyn), tutaj sporo może być spowodowane, przez rozpasaną korupcję w tym sporcie. Dowiedziałem się między innymi, że oczywiście, hazard jest nielegalny, ale działają bukmacherzy „na telefon”. Miałem okazję potwierdzić tą teorię podczas ostatnich mistrzostw świata, gdy Polacy zostali przez tutejszych bukmacherów dosyć nieźle rozszyfrowani.

Wracając jednak do tematu „jednostki”, to przypomina mi się określenie chińskiego społeczeństwa jako:

„Taoistyczna jednostka, w konfucjańskim społeczeństwie”

Jeśli jest w tym trochę prawdy, to z pewnością – temat może sięgać nieco dalszej historii, niż chociażby polityka jednego dziecka.

Share on Facebook

Zostaw komentarz