金門 czyli desantem na Tajwan (część trzecia)

Dla osób, które lubią nadmorskie widoki, Kinmen ma też sporo do zaoferowania. Poleciłbym wybranie się w okolice jeziora 慈湖 (cihu). Roztaczający się widok jest piękny, mimo, że plaża jest wedle znaków ostrzegawczych zaminowana. Jezioro od morza odgranicza jedynie wąski pas falochronu, po którym biegnie droga.

Co do tego, czy faktycznie teren jest zaminowany, można mieć wątpliwości. Mimo zakazów połowów, widziałem rybaków łowiących w jeziorze. Lepiej jednak nie sprawdzać tego na własnej skórze tylko poruszać się wyznaczonymi drogami. Na morskiej stronie plaży nieopodal jeziora, znajdują się bunkry, które możemy zwiedzać, wraz z ekspozycją czołgów M41 Walker Bulldog. Czołgi są bardzo dobrze zachowane, szczególnie zważając na panujący tam klimat.

Wyspę zwiedzałem sam i muszę powiedzieć, że poza rybakiem w oddali przez długi czas nie było nikogo w okolicy. Zaznaczam, że był długi weekend majowy. Dopiero gdy miałem jechać dalej na północ, przyjechał autobus wycieczkowy (nota bene: z Chińczykami z kontynentu). Dla mnie to też duży atut wyspy, po zwiedzaniu modnych turystycznie miejsc na kontynencie czy na Tajwanie. Na Kinmen wiele jest cichych i odludnych miejsc gdzie można odpocząć. Wracając jednak do bunkrów – zwrócił moją uwagę, najprawdopodobniej autentyczny napis (pierwsze zdjęcie poniżej): „Nie jesteś w stanie wycelować – nie strzelaj; nie widzisz (celu) – nie strzelaj; nie trafisz – nie strzelaj.”

Jadąc dalej na północ, można przejechać wyznaczoną ścieżką rowerową i udać się na częściej odwiedzaną plażę (北山 Beishan)gdzie można się kąpać, czego jednak nie sprawdziłem, gdyż skręciłem dalej na wschód. Wybrałem drogę bięgnącą przez pola, które raczej przywodzą na myśl Polskę, niż odległy kraj.

Wracając okrężną drogą do Kinchengu, możemy zobaczyć jeszcze lokalny łuk triumfalny, wraz z przyległym muzeum. Budynek, w którym możemy podziwiać podwodne życie w jeziorze, czy też dla odmiany trochę kolonialnego budownictwa.

Odradzałbym zwiedzanie tunelu-schronu pod miastem Kincheng, szczególnie jeśli mamy własny transport. Trasa zwiedzania biegnie pod całkiem sporym kawałkiem miasta (fragment udostępniony dla turystyki ma 1285m) i do środka transportu będziemy musieli wracać już na powierzchni pieszo. Nie jest to może daleka wycieczka, ale traci się niepotrzebnie czas, gdyż na drodze powrotnej trudno znaleźć coś wartego uwagi. Nie inaczej zresztą jest w samym tunelu. Idziemy pojedynczym podziemnym korytarzem i poza pokojem w którym urzędował przewodniczący lokalnego Guomindangu podczas nalotów, oraz gasnącym na niektórych odcinkach światłem z marnej jakości odgłosami karabinów maszynowych, nie ma tam zbyt wiele do zobaczenia. Ciężko zgadnąć, czemu podłożono akurat dźwięk karabinów maszynowych, a nie stłumiony huk eksplozji. W ramach ciekawostki, dodam tylko, że wchodzi się do schronu pod dworcem, a wychodzi w szkole. Samo przejście pod ziemią, moim zdaniem można sobie podarować. Wszelkie informacje historyczne, możemy poznać w przewodnikach, lub z ulotek. Jeśli akurat nie przyszedł nad Kinmen tajfun, ten punkt to strata czasu.

Nieco dalej na południe możemy odwiedzić pagodę Wentai. U stóp wzgórza na którym postawiono pagodę, mieści się też kilka bunkrów, jednak tych nie można zwiedzać.

Sama pagoda nie jest może ani najwspanialsza, ani najbardziej wyjątkowa, jednak ze wzgórza roztacza się widok na okolicę. Warto więc wejść parę stopni po schodach by rozglądnąć się po okolicy. To kolejne miejsce, gdzie nie zobaczyłem dosłownie nikogo w najbliższej okolicy. Cisza i spokój.

W drodze do jednej z głównych atrakcji turystycznych wyspy, czyli tunelu i bazy morskiej 翟山 (zhaishan), możemy minąć kawałek parku narodowego i jeziorko 古崗湖 (Gugang). To bardzo cicha okolica, a na leśnej drodze, mniej więcej w połowie miniemy jedynie strzelnicę wojskową. Jak przejeżdżałem, wydawała się opuszczona.

Sama baza Jhaishan (pisownia oryginalna, pinyin: Zhaishan), to miejsce warte zobaczenia. Z zewnątrz ekspozycja sprzętu wojskowego, dla odmiany morskiego. Możemy też zapoznać się z „obronną roślinnością”. Na wybrzeże niedaleko Zhaishan (i nie tylko), sprowadzono kaktusy i jedną z odmian agawy z ostrymi liśćmi. Niewymagające wiele rośliny szybko obrosły wybrzeże. Ciężko wyobrazić sobie tradycyjny desant na tak przygotowanym przedpolu.

Tunel i baza były wykuwane w litym granicie. Kompleks został oddany do użytku w 1963 i miał dawać gwarancję podtrzymania zaopatrzenia wyspy, przy ostrzale artyleryjskim z kontynentu. Decyzja o budowie została podjęta po słynnym bombardowaniu z 1958 roku.
Sam tunel jest o tyle ciekawy, że według jednej z wersji historii, projektowany był nie tylko jako bezpieczna baza do przyjmowania zaopatrzenia z kontynentu czy amerykańskiej pomocy, ale jako jedna z baz wyjściowych dla przeprowadzeniu ataku na kontynent. Wykute w granicie doki, były szerokie na 11,5m i długie na 357m, mogły więc pomieścić sporo barek desantowych. Sam tunel prowadzący do doków, miał ponad sto metrów. Wyszedł z użytku dopiero w 1986 roku.

Jedno z większych muzeów, mieści się przy jeziorze Taihu, a z racji na wybrane minsu, zostawiłem je na koniec. To muzeum „23 sierpnia” 八二三戰史館 (baersan zhanshiguan). Tego dnia rozpoczął się ostrzał artyleryjski z kontynentu. Poza kolejną ekspozycją sprzętu wojskowego, w jednej części jest prezentowanych sporo memorabiliów i pamiątek wojennych Yu Dawei’a, a w osobnym budynku możemy się zapoznać z historią wojny „chińsko-chińskiej”, a także samych wydarzeń z 23 sierpnia 1958 rok.

Z pewnością pominąłem jakieś miejsca, albo niedostatecznie przybliżyłem w tych kilku wpisach na blogu. To co przybliżyłem to też tylko część wyspy bowiem na cały północny wschód oraz na tzw. Mały Kinmen nie wystarczyło czasu.

W ramach podsumowania.
Mieszkając w Chinach, lub mając wizę wielokrotnego wjazdu do ChRL, warto odwiedzić Kinmen z racji na mały (jeszcze) ruch turystyczny i bardzo przystępne ceny. Dodatkowo jeśli szukamy tanich połączeń z Chin kontynentalnych na Tajwan, jest to świetna i ciągle przystępniejsza cenowo opcja tranzytowa.

Share on Facebook

Zostaw komentarz