Najdroższa taksówka na świecie

Ponieważ ktoś pomyślał, że twarz obcokrajowca, mogłaby wzbogacić reklamę – korzystając z wolnego czasu postanowiłem sprawdzić jak wygląda kręcenie reklamówki w Chinach, a przy okazji po cichu licząc, że przy okazji takiej wycieczki, wynagrodzi trudy jakiś grosz. Za dojazd do miejsca gdzie miałaby być przeprowadzona ocena mojej statystującej przydatności, nie płaciłem – tak więc jak to mówią: przygoda, każdej chwili szkoda.

Ponieważ „łowca” nie za bardzo wiedział gdzie jedzie, a dodatkowo mówił z tajwańskim akcentem, to chyba miał w pytaniu o drogę trudniej niż każdy inny obcokrajowiec (no może poza przyznającym się w tej chwili do bycia Francuzem – w związku z bojkotem tego kraju w Chinach). Ciągle nie mógł znaleźć adresu, a trzecia osoba pokierowała go trochę nie w tą stronę co trzeba, postanowił zamówić taksówkę – bowiem jak się płaci to taksówkarz musi dojechać do wskazanego adresu. Wsiedliśmy do taksówki, taksówkarz zrobił uczciwe półkilometrowe kółko i dojechał dokładnie dwa metry od miejsca w którym do tej taksówki wsiedliśmy, pokazując nam właściwy adres. Oczywiście koszt „trzaśnięcia drzwiami” został „łowcy” policzony. Ja bym się osobiście kłócił i nie zapłacił ani grosza, tym bardziej tego samego bym oczekiwał po Chińczyku, ale dziwnym trafem, tenże jegomość zapłacił i tylko ponarzekał, jak bardzo nienawidzi tego miasta.

Żeby było śmieszniej, reklamówka to było jedno wielkie nieporozumienie, pożegnaliśmy się więc, bez żadnego statystowania. Może zbyt wiele się o kręceniu reklamówek nie dowiedziałem, ale za to odrobinę, o podejściu do ludzi mówiących z tajwańskim akcentem :) No ewentualnie po prostu – o dowcipnych taksówkarzach, bez związku z miejscem pochodzenia klienta :)

Share on Facebook

Zostaw komentarz