Handel uliczny – jeszcze trochę bliżej

Wychodząc dzisiaj z akademika, niemalże wpadłem na rozłożone płyty z muzyką klasyczną. Obok przed marketem sieci Lianhua, rozłożone stoiska z świeżymi owocami drobnych handlarzy, jeszcze kawałek dalej zbieracze makulatury segregują zdobycze poranka. Po drugiej stronie skrzyżowania sympatyczny człowiek robi ciastka-gofry w wózku o banalnej i funkcjonalnej konstrukcji. Metalowa beczka z opałem, zamocowana kilkoma deskami, do zbitego z desek wózka z kołami od roweru. Do tego dwie rączki do transportu biznesu, oraz skarb – gofrownica – czyli forma na małe ciasteczka gofry.  Gdyby rozglądnąć się kawałek dalej, mnóstwo większych i mniejszych sklepów tętniących życiem.

Biznes się kręci

Łatwo sobie wyobrazić, że każda z tych ulicznych form biznesu spotkałaby się z zdecydowaną akcją straży miejskiej w Polsce. Na produkującego pyszne ciasteczka napadłby sanepid, co najmniej z racji na brak bieżącej wody w „zakładzie” pracy. Zaraz potem na wózek nałożono by obowiązek zainstalowania w wózku kasy fiskalnej i przechowywania paragonów przez trzy lata, w razie nieoczekiwanej kontroli.

Może jest to przerysowanie sytuacji i faktycznie większość tych najmniejszych ulicznych biznesów faktycznie może być szkodliwa dla chociażby własności intelektualnej, jednak często tutaj to trochę jak z polskim oscypkiem. Oscypki często są produkowane w urągających podstawom higieny warunkach, ale nikt się nimi nie zatruwa, co więcej smakiem tych robionych w bacówkach bezpośrednio na hali, delektują się smakosze serów. Trochę podobnie z tymi goframi ciasteczkami, przedsiębiorczy człowiek śmiesznym kosztem „rozpoczęcia działalności gospodarczej”, działa i zapewne, jeśli jest typowym Chińczykiem odkłada ponad połowę zarobionych pieniędzy w formie oszczędności.
Czy na prawdę oscypek produkowany w tradycyjny sposób, bez dostępu do ciepłej bieżącej wody, stanowi zagrożenie dla jego konsumentów? Czy wymaga to ubiegania się o licencję, zezwolenia, wydawane przez urzędników nie mających pojęcia o sztuce (sic!) ich produkcji. Jeśli istnieje bardziej obrazowy przykład na zilustrowanie słowa „darmozjad”, to kto nim będzie jeśli nie taki urzędnik? Z pewnością, ktoś powie, że Chiny to trzeci świat, niecywilizowany, nie respektujący praw człowieka, więc co tu porównywać i po co jakiś handel uliczny z Polską „cywilizowaną” sytuacją gospodarczą.

Coś jednak można. Warto zwrócić uwagę, że kraj który dopiero z początkiem lat 80-tych, zaczął się podnosić z oków głębokiego kryzysu spowodowanego przez lata wyniszczania kraju, przez idee gospodarki planowej. Dodatkowo to przecież kraj olbrzymi. Mniej więcej porównywalny z obszarem Wspólnoty Europejskiej, z tym że o znacznie większej populacji.

Przez krótki okres czasu, duże miasta przemieniły się w lasy wieżowców, z licznymi obwodnicami łączącymi dzielnice, na których zobaczenie nowego Ferrari wcale nie stanowi zaskoczenia. Chiński wzrost gospodarczy to marka sama w sobie. Może nie wszyscy zdają sobie sprawę z aktualnej wartości, ale wszyscy wiedzą, że jego wartość jest wysoka. Taki nieskrępowany zbytnio regulacjami drobny handel uliczny, jest symbolem przemian w Chinach po rozpoczęciu wdrażania polityki „otwarcia”. Specjalne strefy ekonomiczne, ulgi podatkowe, preferencyjne stawki – a do tego tania i coraz bardziej wykwalifikowana siła robocza. Z Chinami ciężko konkurować. Jakkolwiek by na to nie patrzeć, w pewnych obszarach Chiny to kraj bardziej kapitalistyczny i liberalny niż jakikolwiek kraj przyszłej UE.

Powstaje teraz pytanie, czy dostosowywanie drobnego biznesu, czy też wyjątkowo konkurencyjnych obszarów wydzielonych jako SSE, w ogóle ma w najbliższych latach sens. Tutaj uwalniając wiele obszarów z nadmiaru komunistycznej biurokracji, wzrost gospodarczy nie tylko jest wysoki, ale musi być studzony w obawach przed przegrzaniem gospodarczym. Przyszła UE, standaryzuje, licencjonuje, rozwija biurokrację o kolejne legiony urzędników, którzy nad respektowaniem nowych przepisów będą sprawować pieczę, doprowadza do sytuacji w której wzrost gospodarczy jest niższy niż przewidywana inflacja. Oczywiście powodów sytuacji, którą można by nawet nazwać stagnacją jest wiele, ale jakkolwiek by nie patrzeć na plusy czy minusy, takiej czy innej polityki – jedno można sobie łatwo uświadomić: Kto w tej rywalizacji-cywilizacji stoi na bardziej konkurencyjnej pozycji.

Share on Facebook

Komentarze (1) do wpisu 'Handel uliczny – jeszcze trochę bliżej'

  1. Odnośnie „Przyszła UE” – chodziło mi jedynie o fakt, że formalnie Unia Europejska nie istnieje jeszcze, aż do pomyślnej ratyfikacji traktatu potocznie zwanego lizbońskim. Istnieje forma „Wspólnota Europejska” i w jej biurokracji i standaryzacji czy też licencjonowaniu już się obracamy. Będzie jednak jeszcze bardziej „standardowo” :) Nie chciałem stworzyć wrażenia, że biurokracja UE to coś co nas dopiero czeka – chodziło mi tylko o stan formalny i dosyć oczywistą możliwość na pogłębianie się zjawiska.

Zostaw komentarz