Dłuższy weekend

Od dzisiejszego popołudnia w Chinach występuje nasilony ruch mas ludzkich. O ile w wielu innych krajach, użycie sformułowania „masy ludzkie”, można by określić jako przesadzone, tak tutaj mogę sobie pozwolić na ten luksus bez specjalnego mitygowania się.

O ile „weekend majowy” nie jest najbardziej ekstremalnym wydarzeniem komunikacyjnym w ciągu roku (ta radość przypada na obchody chińskiego nowego roku) to z pewnością może u obserwatora wywołać szerzej otworzone oczy. Zatłoczone dokumentnie dworce, zatłoczone wszelkie turystyczne punkty na mapie, z początkiem i z końcem wolnego czasu zakorkowane wlotowe i wylotowe wielopasmowe drogi wylotowe.

Takie dodatkowe atrakcje skutecznie zniechęcają do korzystania z wolnego czasu w sposób wymagający przemieszczania się na większe odległości. Wielu z moich znajomych wybiera pozostanie w Szanghaju, co najwyżej decydując się na „lokalne” atrakcje, które ciężko nazwać najbardziej pożądanymi. Warto zwrócić uwagę, że w Chinach jeśli na coś się decyduje tzw. „większość” to nie oznacza, tego samego co na -mówiąc w uproszczeniu- zachodzie. Jeśli przypadkiem znaleźliśmy się w takim pechowym miejscu, to niestety może nam się zdarzyć poruszać w kordonie szczelnie wyznaczonym przez tłum wczasowiczów, lub może się przydarzyć, że atrakcje będziemy zwiedzać tak jak tempo wycieczek „organizowanych z chorągiewką” pozwoli, gdyż nijak się nie będzie dało ich ominąć. Na jakikolwiek sposób transportu byśmy się nie zdecydowali, odczujemy skutki „wolnego czasu” dosyć boleśnie. Stosunkowo najbardziej luksusową wersją są podróże samolotami, które na dodatek są tutaj w bardzo przystępnych cenach. Jednak, to zawsze tylko połowa radości – jeśli już dolecimy na miejsce, jakoś trzeba się przemieszczać. Czasem dostanie się na lotnisko w godzinach szczytu, może oznaczać kawał męskiej przygody.

Ja osobiście tym razem, wybieram wersję uproszczoną. Wybieram się do miejsca oddalonego raptem 300 km od Szanghaju. Padło na Nankin – a dodatkowo może jeszcze Zhouzhuang, jedna z kilku chińskich „Wenecji”. Chociaż opinie są niestety takie, że strasznie skomercjalizowana. Jak zobaczę to swoją opinię tu w kilku słowach przytoczę.

Tak czy inaczej, przez kilka dni, może tu zapanować słuszne milczenie :)

Share on Facebook

Zostaw komentarz