Metro kontrolowane

Nie tak dawno pisałem o wszechobecnych kamerach przemysłowych, z wyszczególnieniem stacji metra. Parę dni temu, w lokalnej prasie przeczytałem o tym, że mogę się spodziewać przeszukania bagażu, zanim przejdę przez bramki metra. Bagaż „do kontroli” został określony jako: średni lub duży.

Na stanowiska zostały skierowane dodatkowe siły policyjne, wsparte młodzianami z akademii policyjnych i pracownikami firmy Metro (prawda, że nazwa firmy zupełnie nic nie podpowiada? :) ). Akcja wymierzona jest, jako wsparcie, dla i tak już od dawna niewiele dającej kontroli bagażu, na stacji kolejowej. W ogóle coraz więcej jest przepisów, które mają zapobiegać ewentualnym atakom terrorystycznym. Z innych ciekawszych, to od jakiegoś miesiąca wreszcie nie można wejść na pokład samolotu, lokalnych linii, z termosem (z dowolnym płynem, ja raz dwa lata temu, akurat miałem herbatę, której nikt nie sprawdzał) i zapalniczką…

W pierwszy dzień akcji, korzystając z usług metra, odniosłem wrażenie zagubienia, a w popołudniowych godzinach, chyba jeszcze pewnego znudzenia, na twarzach piastujących tą ważną funkcję. Nie zauważyłem też by ktokolwiek był kontrolowany. Miałem nawet pomysł, by tu całą akcję opisać w tonie lekko prześmiewczym.

Wczoraj jednak, zdarzył się przełom. Wyposażony w plecak z niezbędnymi akcesoriami do ćwiczeń (ubrania na zmianę etc.), udałem się w drogę na siłownię. Zmierzając spokojnie do bramek, zostałem przez przedstawiciela władz, zaproszony do kontroli bagażu osobistego (ot biurko postawione przed bramkami).

Ubawiony sytuacją, otworzyłem plecak i nawet chciałem zacząć wypakowywać graty, jednakże podziękowano mi za współpracę i pozwolono się udać do bramek.

Trzeba Chińczykom to oddać, dopisuje im generalnie szczęście. Jakby do kontroli zatrzymali mnie po siłowni, pewnie po otworzeniu plecaka, padłoby podejrzenie o atak bronią biologiczną, czy też „brudną bombą” :)

A tak na podsumowanie „stanowisk”, to może akcja w dobrej wierze, ale przeszukiwanie bagażu na biurku przed bramkami, gdzie każdy może stanąć i po prostu w chińskim stylu zacząć się gapić, to chyba wyraźne niedociągnięcie. Wystarczy, że ktoś by wiózł coś wartościowego, a przecież w tym kraju złodzieje nie śpią. Już nie wspominam o jakiś bardziej wstydliwych zawartościach bagażu. Zresztą bez jakiś prześwietleń, czy psów mogących rzeczywiście coś wykryć, to taki przysłowiowy „pic na wodę”.

Jako człowiek natury przewidującej, wszędzie udaję się z wyprzedzeniem czasowym. Do kontroli bagażu przystępuję więc z rozbawieniem, ciekawe jak będą reagować ludzie spóźnieni do pracy :)

Share on Facebook

Zostaw komentarz