Trzęsienie ziemi. Temat przewodni.

Tragedia związana z trzęsieniem i ciągle powiększająca się liczba ofiar w mediach, to teraz główny temat rozmów. Panuje żałoba narodowa. Jednak w oficjalnych mediach, poza relacjami z miejsc wydarzeń, przerywanych tylko na popłakiwanie prezenterów, wisi jakaś dziwna atmosfera. Przebija się bowiem przesłanie: jak to rząd nie robi wszystkiego by pomóc ofiarom. Jak to prezydent nie mobilizuje kolejnych sił. Premier na miejscu wydarzeń. Zero słów krytyki, a co więcej, dochodzi do sytuacji, że akcja ratunkowa przedstawiana jest jako „wielki sukces”…

Fakt, gdyby tylko czytać oficjalne media, można by się załamać. To niemalże akcja promująca rząd. Wystarczy jednak wejść na chińskie fora internetowe, lub porozmawiać z Chińczykami, co też w sieci piszczy. Wielu ostro krytykuje zaznaczanie w ten sposób bezbłędności rządu i to z wielu względów. Jedni po prostu mówią, że nie powinno być wielkiej pompy z tego, że premier znalazł się na miejscu tragedii jeszcze tego samego dnia – to powinien być obowiązek jednej z głów państwa. Tym bardziej, że jak podkreślają – poleciał samolotem rządowym sam, nie zabierając przecież na miejsce ani środków pomocy, ani ratowników.

Dodatkowo na łamach for internetowych, rodzi się wiele pytań. Jak to możliwe, że tak silne trzęsienie nie zostało uprzedzone chociażby ostrzeżeniem w ostatniej chwili. Krążą nawet dowcipy, że żaby powinny pracować w centrum monitoringu sejsmologicznego (jakkolwiek się ono nie nazywa), bo podobno te uciekły na długo przed trzęsieniem, wedle zeznań świadków.

Niektóre zachodnie media, donoszą przecież też, że niektóre kraje ościenne, wystosowały noty, o możliwości wystąpienia wstrząsów w tym rejonie, na podstawie własnych pomiarów. Do tego czarę goryczy przelewa, coś czego ukryć się nie da. Makabryczną statystykę pogłębiają szkoły. To właśnie budynki szkolne zawaliły się całkowicie, grzebiąc uczniów pod gruzami. Wielu mówi, że budynki rządowe stoją często, tuż obok szkół, zupełnie nienaruszone. Oczywiście rząd odpowiada wyłapywaniem wykonawców lub odpowiedzialnych pracowników administracji niższego szczebla. Głowy polecą, tylko czy na prawdę te odpowiedzialne za większy wymiar tragedii?

Do wielu groteskowych i makabrycznych detali można dopisać też uruchomioną akcję charytatywną. Przybrała wszelkie cechy konkursu. Konkursu, kto da więcej. Gwiazdy, politycy, biznesmeni, wszyscy prześcigają się w darowanych kwotach. Jakaś artystka z Hong Kongu, która wcześniej zakończyła karierę z powodu urodzenia dziecka, zaczęła znowu śpiewać. Kto nie daje na tyle na ile od niego się oczekuje zasługuje na potępienie. Przykład zupełnie z życia wzięty, zbiórka w firmie męża jednej znajomej Japonki:

Zbliża się Chinka z puszką na datki. Japończyk wyciąga z portfela sto juanów – wywołuje to oburzenie na twarzy zbierającej datki - Wy Japończycy przecież tyle zarabiacie, sto juanów to za mało. Japończyk aby nie stracić twarzy, pyta czy pięćset będzie wystarczające – kolejne oburzenie. Szybko oceniający sytuację: Czy dwa tysiące byłoby odpowiednie? – na tą sumę pada suche potwierdzenie.

Wszyscy pracownicy firmy, musieli podarować tyle samo. Nikt nie mógł stracić twarzy. Oberwało się też Korei Południowej, nie rzuciła się z darowaniem olbrzymich sum, ani z wysyłaniem pomocy. W internecie zagrzmiało. Przykład Mozambiku, ocenianego przez Chińczyków, jako najbiedniejszy kraj świata, który podarował 40 tys. juanów (ok. 12,5 tys. złotych), bardzo wpasował się w podkreślanie krytyki „tych co nie pomagają”.

A ja naiwny myślałem, że pomoc bliźniemu powinna wychodzić z naturalnych pobudek – tak od siebie.

Share on Facebook

Zostaw komentarz