墾丁, czyli tajwańskie plaże i ufortyfikowana latarnia

W ramach cyklu wpisów odrabiania zaległości, tym razem o Kending, czyli o miejscowości i parku narodowym położonym na południowym skraju Tajwanu.

Najpierw informacja, jak się tam dostać. Wszelkie opcje dostępne dla turysty, ruszają z Kaohsiungu (高雄), tak więc w istocie najpierw musimy się tam dostać. Miasto to, położone na południowym zachodzie Tajwanu, jest dobrze połączone wszelkimi dostępnymi środkami transportu na Tajwanie, a nawet możliwe są loty z Chin kontynentalnych. Tak więc jak już jesteśmy w Kaohsiungu (pinyin: Gaoxiong), to najwygodniejszą i najtańszą opcją jest autobus ruszający z placu przy dworcu kolejowym. Jeśli zależy nam na czasie, w pobliżu tegoż jest mnóstwo taksówkarzy reklamujących swoje usługi w „negocjowalnej cenie”. Nie sprawdzałem tej opcji, więc nie wiem na ile jest to korzystne, ale zakładam, że podróżując w parę osób, można osiągnąć cenę porównywalną z biletem autobusowym. Pomimo, że niedaleko Kending znajduje się lotnisko, lotów podobno jest mało i są bardzo uzależnione od warunków pogodowych (silne wiatry na południu), a w internecie znalazłem informacje, że w ogóle mają być wycofane. Oczywiście jeśli podróżujemy po Tajwanie wynajętym samochodem byłoby to idealne rozwiązanie.

Trzeba brać pod uwagę, że jest to bardzo popularny kierunek wyjazdów weekendowych i wakacyjnych, szczególnie dla mieszkańców środkowego i południowego Tajwanu. Może się bowiem okazać, że bez wcześniejszej rezerwacji trudno będzie znaleźć nocleg. Plaże strzeżone są dosyć oblegane, ale przy odrobinie chęci, można znaleźć trudniej dostępne odcinki, do których część drogi trzeba pokonać w głębszej wodzie, gdzie będzie można plażować się we własnym towarzystwie. Poza małymi wycinkami jednak, wybrzeże w Kending jest „skaliste”, co ma swoje uroki, ale ogranicza na przykład miejsca gdzie bezpieczne jest pływanie, szczególnie przy wysokiej fali.

Jedną z atrakcji na wyspie, jest latarnia Eluanbi (鵝鑾鼻, pinyin:erluanbi). Z racji na niewidoczne rafy, zdarzało się tu dużo wypadków. Za dynastii Qing padła decyzja o budowie latarni, a wynajęty do tego zadania został brytyjski architekt W. F. Spindey. Już w trakcie budowy, zaatakowana została przez lokalne plemiona, niechętne takiej budowli. Obiekt więc ufortyfikowano i do dzisiaj (wg. ogólnie dostępnych danych w internecie) to jedyna, wśród latarni morskich, które są także obiektami o charakterze obronnym. Zarówno podczas Pierwszej Wojny Japońsko-Chińśkiej, jak i II Wojny Światowej, budowla wielokrotnie ucierpiała. W 1962 roku została jednak odbudowana w kolonialnym stylu.

Latarnia działa do dzisiaj w swojej pierwotnej funkcji, a także jako muzeum. Park w najbliższym otoczeniu, poza typowo spacerowymi parkowymi alejkami, pozwala na wybranie się po molo z widokiem na Pacyfik, a także na „skaliste” wybrzeże.

Dla wygody, szczególnie w ciepłe dni, można wypożyczyć rower, lub popularne tutaj skutery. Samo tzw. centrum Kending, ożywa wieczorem. Sklepy otwarte są do późna, niektóre oferują wyroby tradycyjne, inne wręcz przeciwnie. Pojawia sie mnóstwo straganów, stoisk z drobnymi przekąskami. Ulica przekształca się coś w rodzaju typowo tajwańskiego 夜市 (pinyin: yeshi), czyli nocnego targu, gdzie przede wszystkim można zjeść mnóstwo drobnych przekąsek, a poza tym kupić coś interesującego.

Jeśli akurat jesteśmy na Tajwanie, jest to ciekawy kierunek, szczególnie na krótkie wyjazdy aby odpocząć. Chociaż najlepiej byłoby wybrać się poza weekendem i popularnymi świętami. Natomiast dla amatorów palm, złocistych plaży i opalania się, chyba lepiej wybrać się do Malezji, Indonezji czy Filipin, które z Tajwanu są już prawie rzut beretem.

Share on Facebook

Zostaw komentarz