O moskitierach i komarach

Bardzo dziwne jest to, że w Szanghaju, który całkiem obficie obdarza mieszkańców komarami, moskitiery wcale nie są specjalnie popularne. Jeśli już się takowe zdarzą, to albo są to wmontowane na stałe metalowe siatki (zazwyczaj koszmarnie brudne i brzydkie), albo rzadziej suwane w oknach. Moskitier, wraz z taśmą-rzepem które można dostać w Polsce, by sobie samemu tanim sumptem, na czas lata dopasować do pożądanego wymiaru, nie uświadczyłem. Próby opisania takiego wynalazku w różnych wydawałoby się zbliżonych branżowo sklepach, zostały odebrane, jako coś w rodzaju niegroźnej schizofrenii.

Natomiast, żeby zdobyć w Szanghaju moskitierę wiszącą nad łóżkiem, najprościej wybrać się do… Ikei. Wynalazek w przeliczeniu kosztuje niecałe 20 PLN.

Moskitiera taka posiada dwie podstawowe funkcje. Jedna to bezbłędne zatrzymywanie komarów na zewnątrz. Druga to skuteczne zatrzymanie komara wewnątrz, jeśli takiego delikwenta przez nieuwagę tam wpuścimy.

Komary (a właściwie to komarzyce), które są w Szanghaju, wedle mojego rozeznania, nie przenoszą żadnych chorób. Takowe można spotkać na południu Chin lub dalej w tym kierunku w Azji Południowo-Wschodniej. Niepotrzebne są więc różne pomysły z profilaktyką anty-malaryczną, co najwyżej produkty w rodzaju OFF czy Fenistil. Z różnic co do spotykanych w Polsce, to wydaje mi się, że większość z nich nie wydaje charakterystycznego irytującego dźwięku. Jeśli o mnie chodzi to dobra nowina. Można spać spokojnie, nawet z komarem zamkniętym pod moskitierą.

Share on Facebook

Zostaw komentarz